sobota, 5 września 2026

Zbiorka


Marzenia są po to, żeby je spełniać. ❤️

Jednym z moich jest **jazda konna** – poczuć tę wolność, radość i wyjątkową więź z koniem. 🐎  
Drugim marzeniem jest **zobaczyć Paryż** – przejść się uliczkami tego pięknego miasta i zobaczyć Wieżę Eiffla na własne oczy. 🇫🇷

Na co dzień potrzebuję stałej rehabilitacji związanej z MPD.  
To nie zawsze jest łatwa droga, ale wierzę, że małe kroki prowadzą do wielkich marzeń. 💪❤️

Koszt realizacji moich marzeń i potrzeb związanych z rehabilitacją, według otrzymanej oferty, wynosi **17 930 zł**.  
To dla mnie ogromna kwota, dlatego każda pomoc, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie. ❤️

Nie chcę, żeby ograniczenia decydowały o tym, o czym mogę marzyć.  
Chcę próbować, walczyć i spełniać swoje marzenia – jedno po drugim. ✨

Jeśli możecie mnie wesprzeć, będę ogromnie wdzięczna.  
Razem możemy sprawić, że te marzenia staną się rzeczywistością. ❤️

**17 930 zł – tyle potrzeba, by zrobić kolejny krok.** 🙏

🔗 Link do zbiórki:  
https://fundacja-sloneczko.pl/zbiorki/turnus-rehabilitacyjny/

#Marzenia #JazdaKonna #Paryż #Rehabilitacja #MPD #Pomoc #MałeKrokiWielkieMarzenia #NiePoddajęSię

---

**Dołącz tę grafikę** (którą właśnie przesłałaś) jako zdjęcie do posta.

wtorek, 18 sierpnia 2026

Marzenia

 

Marzenia są po to, żeby je spełniać. ❤️

Jednym z moich jest jazda konna – poczuć tę wolność, radość i wyjątkową więź z koniem. 🐴
Drugim marzeniem jest zobaczyć Paryż – przejść się uliczkami tego pięknego miasta i zobaczyć wieżę Eiffla na własne oczy. 🗼🇫🇷

Na co dzień potrzebuję stałej rehabilitacji związanej z MPD. To nie zawsze jest łatwa droga, ale wierzę, że małe kroki prowadzą do wielkich marzeń. 💪❤️

Koszt realizacji moich marzeń i potrzeb związanych z rehabilitacją, według otrzymanej oferty, wynosi 17 930 zł. To dla mnie ogromna kwota, dlatego każda pomoc, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie. ❤️

Nie chcę, żeby ograniczenia decydowały o tym, o czym mogę marzyć. Chcę próbować, walczyć i spełniać swoje marzenia – jedno po drugim. ✨

Jeśli możecie mnie wesprzeć, będę ogromnie wdzięczna. Razem możemy sprawić, że te marzenia staną się rzeczywistością. ❤️

17 930 zł – tyle potrzeba, by zrobić kolejny krok. 🙏

 https://fundacja-sloneczko.pl/zbiorki/turnus-rehabilitacyjny/


sobota, 15 sierpnia 2026

Scheda

 


„Scheda” to jeden z tych skandynawskich seriali, które zaczynają się pozornie niewinnie, a z czasem coraz mocniej wciągają widza w skomplikowaną sieć rodzinnych konfliktów. To nie jest typowy kryminał, lecz przede wszystkim dramat rodzinny o pieniądzach, dziedziczeniu, tajemnicach i konsekwencjach decyzji podejmowanych przez poprzednie pokolenia.

Punktem wyjścia jest śmierć znanej artystki Veroniki Grønnegaard. Jej czworo dzieci musi zmierzyć się z pozostawionym przez nią majątkiem, ale szybko okazuje się, że największym problemem nie jest sam spadek. Rodzina odkrywa kolejne sekrety, a dawne konflikty zaczynają wpływać na życie wszystkich bohaterów.

Największą zaletą serialu są postacie. Nie ma tutaj prostego podziału na dobrych i złych. Bohaterowie podejmują egoistyczne, czasem irracjonalne decyzje, ale zazwyczaj mają ku nim swoje powody. Dzięki temu rodzinne konflikty są znacznie bardziej wiarygodne niż w typowych serialowych sagach. Z każdym kolejnym odcinkiem coraz lepiej rozumiemy, dlaczego poszczególne osoby zachowują się właśnie tak, a nie inaczej.

„Scheda” bardzo dobrze pokazuje również, że dziedziczymy po rodzinie nie tylko pieniądze czy nieruchomości, ale również traumy, ambicje, uzależnienia, poczucie winy i nierozwiązane konflikty. W tym sensie tytuł jest wyjątkowo trafny.

Na plus działa także skandynawski sposób prowadzenia narracji. Serial nie spieszy się. Zamiast nieustannie podkręcać akcję, pozwala obserwować bohaterów i stopniowo odsłaniać kolejne elementy rodzinnej układanki. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, dla innych — zwłaszcza przy pierwszych odcinkach — powód do znużenia.

Największą wadą jest właśnie tempo. Niektóre wątki rozwijają się bardzo długo, a część decyzji bohaterów może irytować. Serial wymaga cierpliwości, ale wynagradza ją coraz bardziej złożoną historią.

Warto też podkreślić, że „Scheda” pokazuje Danię z zupełnie innej strony niż popularne skandynawskie kryminały. Nie ma tutaj przede wszystkim śledztwa i kolejnych trupów. Zamiast tego jest rodzina, która rozpada się pod ciężarem własnej przeszłości.

Ocena: 8,5/10

To bardzo dobry serial obyczajowy z mocnym psychologicznym fundamentem. Najlepiej sprawdzi się u widzów, którzy lubią „Sukcesję”, rodzinne sagi i skandynawskie dramaty, w których najważniejsza jest psychologia bohaterów.

Jeżeli ktoś oczekuje szybkiego kryminału, może się rozczarować. Jeżeli jednak lubi obserwować, jak pieniądze, tajemnice i rodzinne relacje powoli niszczą ludzi — „Scheda” zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Co ciekawe, serial zdobył 12 nagród i 3 nominacje, a polski Filmweb odnotowuje dla niego ocenę około 7,4/10.

czwartek, 13 sierpnia 2026

Oto ja

 

Chcę wrócić do swoich marzeń ❤️

Mam na imię Katarzyna, mam 45 lat i od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce. Każdego dnia mierzę się z ograniczeniami, ale nie chcę, żeby to one decydowały o tym, co jeszcze mogę osiągnąć.

Rehabilitacja jest dla mnie ogromnie ważna. Dzięki niej walczę o utrzymanie sprawności, większą samodzielność i możliwość realizowania swoich marzeń.

Jednym z moich największych marzeń jest wrócić do jazdy konnej 🐴❤️. To coś, co daje mi ogromną radość i poczucie wolności. Chciałabym również zobaczyć Paryż 🇫🇷 — miejsce, o którym marzę i które chciałabym kiedyś odwiedzić.

Prowadzę też swojego bloga, na którym dzielę się swoim życiem, doświadczeniami, codziennością i tym, że mimo przeciwności warto walczyć o swoje marzenia.

Żeby móc dalej walczyć o sprawność i realizować te marzenia, potrzebuję regularnej rehabilitacji i specjalistycznych turnusów. Niestety ich koszt jest dla mnie bardzo dużym obciążeniem.

Dlatego proszę Was o wsparcie mojej zbiórki. ❤️

Każda złotówka, każde udostępnienie i każde dobre słowo mają dla mnie ogromne znaczenie.

🔗 Moja zbiórka:
https://fundacja-sloneczko.pl/zbiorki/turnus-rehabilitacyjny/

Chcę nadal walczyć. Chcę być bardziej samodzielna. Chcę wrócić do konia. 🐴
I chcę kiedyś stanąć pod Wieżą Eiffla i powiedzieć: „Udało mi się”. 🗼❤️

Dziękuję, że jesteście ze mną. ❤️

#MojeMarzenia #Rehabilitacja #JazdaKonna #Paryż #MPD #MózgowePorażenieDziecięce #Niepełnosprawność #WalczęOMarzenia #Pomagamy #RazemMożemyWięcej

sobota, 8 sierpnia 2026

Wyjatkowo nie polecam

 

„Dziedzictwo” autorstwa Ann Patchett to wielowymiarowa powieść obyczajowa, która udowadnia, że jedno pozornie nieistotne wydarzenie może zmienić życie wielu ludzi na długie lata. Autorka przedstawia historię dwóch rodzin, których losy splatają się w wyniku jednego pocałunku podczas rodzinnego przyjęcia. Z tego prostego punktu wyjścia tworzy rozległą sagę obejmującą kilkadziesiąt lat życia bohaterów. 

Największym atutem książki jest doskonale skonstruowana psychologia postaci. Ann Patchett nie dzieli bohaterów na dobrych i złych – każdy z nich popełnia błędy, kieruje się emocjami i próbuje odnaleźć własne szczęście. Dzięki temu czytelnik nie ocenia ich jednoznacznie, lecz stara się zrozumieć motywy ich decyzji. Szczególnie interesujące jest ukazanie wpływu wyborów rodziców na dzieci, które przez całe życie muszą mierzyć się z konsekwencjami wydarzeń, na które nie miały żadnego wpływu.

Narracja prowadzona jest w nielinearny sposób. Autorka swobodnie przeskakuje między kolejnymi okresami życia bohaterów, stopniowo odsłaniając tajemnice rodzinne i uzupełniając wcześniejsze wydarzenia o nowe znaczenia. Taka konstrukcja wymaga od czytelnika skupienia, jednak sprawia, że historia nabiera głębi i autentyczności. Zamiast spektakularnych zwrotów akcji Patchett stawia na subtelne emocje, codzienne relacje i psychologiczne niuanse. 

Jednym z najważniejszych tematów powieści jest rodzina rozumiana nie jako idealna wspólnota, lecz jako skomplikowana sieć zależności, lojalności i konfliktów. Autorka pokazuje, że więzi rodzinne mogą jednocześnie ranić i dawać poczucie bezpieczeństwa. Istotnym motywem jest także pamięć oraz sposób, w jaki każdy człowiek inaczej interpretuje te same wydarzenia. W powieści pojawia się również refleksja nad tym, gdzie przebiega granica między prawdą a literacką fikcją.

Styl Ann Patchett jest spokojny, elegancki i bardzo precyzyjny. Pisarka nie epatuje dramatyzmem ani patosem, lecz buduje napięcie poprzez dialogi, obserwacje i emocje bohaterów. Dzięki temu nawet zwyczajne sytuacje nabierają wyjątkowej siły oddziaływania. Język jest prosty, ale jednocześnie pełen znaczeń i subtelnych symboli.

Książka ma jednak również słabsze strony. Liczba bohaterów oraz częste przeskoki czasowe mogą początkowo utrudniać orientację w fabule. Niektórzy czytelnicy mogą odczuwać także brak dynamicznej akcji, ponieważ powieść koncentruje się przede wszystkim na relacjach międzyludzkich i wewnętrznych przeżyciach postaci. To lektura wymagająca cierpliwości i uważności.

Podsumowując, „Dziedzictwo” to znakomita powieść o rodzinie, pamięci, miłości i odpowiedzialności za własne decyzje. Ann Patchett stworzyła historię pełną emocji, która skłania do refleksji nad tym, jak przeszłość wpływa na kolejne pokolenia. Nie jest to książka oparta na szybkiej akcji, lecz na wnikliwej analizie ludzkiej natury. To lektura dla osób ceniących ambitną literaturę obyczajową i psychologiczną, pozostawiająca czytelnika z wieloma pytaniami długo po zakończeniu ostatniej strony.

Ocena: 9/10.

sobota, 11 lipca 2026

Emilka

 

Emilkę poznajemy w przełomowym momencie jej życia - właśnie umiera jej ojciec i dziewczynka zostaje sierotą. Jej mama nie żyje od dawna, jedynymi krewnymi jest rodzeństwo matki. Rodzina kostyczna, o sztywnych zasadach i o dobrym zapleczu finansowym. Spotkani ciotek i wujów z Emilką jest jednak zderzeniem dwóch światów. Emilka została wychowana w swobodzie, dziko, bez reguł, karcenia, za to otoczona miłością i zrozumieniem. Nowo poznani członkowie rodziny są zgoła inni - krytykują dziecko na każdym kroku w jego obecności, traktują ją jak przedmiot, który należy rozdysponować. Nieświadoma niestosowności swoich zachowań Emilka od razu sprawia złe wrażenie. Na szczęście zostaje zabrana do domu ciotek Elżbiety i Laury, który wydawał się być jej najmniej obcy. I faktycznie Laura to dobra dusza, emocjonalna, która od razu pokochuje dziewczynkę. Elżbieta bardzo długo utrzymuje wiktoriańską fasadę w swojej próbie wychowania Emilki na rozsądną panienkę. Na szczęście na Srebrnym Nowiu mieszka też kuzyn Jimmy, który jest nieco dziwaczny i na swoje dziwactwa może sobie pozwolić. W dzieciństwie z winy Elżbiety wpadł do studni i na skutek urazu jest podobno nieco upośledzony, np. pisze wiersze. Emilka znajduje w nim pokrewną duszę, ponieważ tak jak on kocha naturę, zachwyca się nią, uwielbia poezję i prowadzi pamiętnik, w którym sama tworzy pierwsze wiersze.

Emilka stara się zadowolić swoim zachowaniem surowe wymagania nowej rodziny, ale jej nieokiełznana, fantazyjna natura nie raz wprowadza ją w tarapaty, a rodzina matki nie rozumie zamiłowania do pisania i tworzenia fikcji, uznając że te zainteresowania musiała odziedziczyć po ojcu. Emilka bardzo szybko zakochuje się w urodzie okolicy nowego domu i poznaje przyjaciół - Ilzę, Perry'ego i Tadzia. W kolejnych tomach Montgomery opisuje dorastanie dziewczyny, jej wyjazd do miasta, gdzie kontynuuje naukę, mieszkając u bardzo jej niechętnej ciotki Ruth. Wtedy też coraz bardziej poważnie zaczyna myśleć o pisarstwie, zwłaszcza gdy po raz pierwszy jej wiersze zostaną opublikowane w czasopismach. Wraz z ukończeniem szkoły, Emilka wraca na Srebrny Nów, a jej przyjaciele rozjeżdżają się na studia. Młoda kobieta decyduje poświęcić się pisarstwu, ale jako panna na wydaniu ma sporo innych problemów. Jej miłość z dzieciństwa - Tadzio nie wydaje się być nią zainteresowany, a wszyscy kandydaci do jej ręki są nie do zaakceptowania. Najpoważniejsza jest przyjaźń z Deanem Priestem - przyjacielem jej ojca, którego zna od pierwszego roku zamieszkania na Srebrnym Nowiu i który jest dla niej niekończącą się inspiracją do rozmyślań i źródłem wiedzy. To jedna z najbardziej polaryzujących postaci cyklu. Trudno go polubić, bo jego stosunek do Emilki jest dziwny, czasem wręcz zatrważający - od momentu poznania oplata dziewczynkę siecią, stale sugerując, że należy do niego. Emilka poddaje się tej przyjaźni, Dean traktuje ją poważnie, wspiera w pasjach, pokazuje wielki świat, opowiada o podróżach. Ten związek jednak budzi niepokój, dorosły mężczyzna spędza nad wyraz dużo czasu z dzieckiem, a potem nastolatką.

Montgomery bardzo ciekawie przedstawia charaktery - szczególnie Emilki, Ilzy, Perry'ego, kuzyna Jimmy'ego i ciotki Elżbiety. Dość blado wypada natomiast ciotka Laura oraz Tadzio. Niewiele dowiadujemy się o ich usposobieniu. Zwłaszcza ten ostatni, postać tak ważna, znika wśród innych silnych postaci. Autorka stawia przede wszystkim na wiele niespotkanych wydarzeń i przypadków, które zmieniają bieg akcji. Mimo że daleko wielu tym przygodom do realizmu, to jednak czynią one akcję wartką i zwyczajnie ciekawą. Liczne opisy przyrody, która tak zachwyca romantyczną Emilkę są po prostu piękne - dobór słów, antropomorfizacja wielu zjawisk i ścisłe powiązanie ich z akcją czynią z Wyspy Świętego Edwarda kolejnego bohatera książki. 

To nie jest cykl, który poleciłabym każdemu współczesnemu czytelnikowi. Wiem, że moja córka na pewno by nie strawiła tego stylu, a także zasad, podziału klasowego, roli kobiety w ówczesnych czasach. I mnie ówczesne traktowanie i wychowanie dzieci oraz naiwność Emilki mierziły, ale dla mnie była to raczej nostalgiczna podróż wstecz

wtorek, 2 czerwca 2026

Fani Mani instrukcja

 

Od dzisiaj można mnie wspierać w Fani Mani
Robimy tak
Planujemy zakupy w internecie
Instalulemy aplikację Fani Mani
KupujemyPRZEZ STRONĘ fani mani.
Aby zyski z zakupów trafiły do mnie.
Muszę uzbierać darowizny 100 zlotych.
Nie ma znaczenia ile jednorazowo wydacie.
Wybieramy wspieram Fundację Słoneczko 
i podopieczny Katarzyna Grzęda 

środa, 1 kwietnia 2026

Na pustkowiu

 

Powieść zaczyna się powoli i spokojnie, marzeniem młodego małżeństwa jest wyprowadzka do własnego domu z ogrodem, więc oglądają te, które poleciła im agentka nieruchomości. Tym razem jadą do dość oddalonego od miasta miejsca, gdzie z dala od wszelkiego zgiełku i zupełnie na uboczu ma być ich upragniony dom.
Sądząc, że agentka czeka na nich w tym domu, jadą mimo niezbyt dobrej pogody. Szybko robi się ciemno i zaczyna padać śnieg...

" Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sypie śnieg. Zaczęło padać kilka godzin temu, kiedy wyjeżdżaliśmy z Manhattanu. Z początku były to urocze małe płateczki, które znikały zaraz po zetknięciu z ziemią. W ciągu ostatniej godziny czterokrotnie zwiększyły swoje rozmiary. Nie są już ani trochę urocze."
Po drodze tak się rozszalała śnieżyca, że trudno jest dojechać do celu. Ich samochód nie daje rady przejechać zasypaną śniegiem, nieutwardzoną drogą. Zmuszeni są iść do domu pieszo, w jednym z okien widzą zapalone światło, więc Tricia i Ethan cieszą się, że ich agentka czeka na nich. Na miejscu okazuje się, że nikogo nie ma w domu..., na domiar złego, nie ma tu żadnego zasięgu a śnieg sypie coraz bardziej. Dociera do nich, że zostali odcięci od świata i będą zmuszeni zostać w tym domu na noc...
Rankiem sytuacja nie wygląda o wiele lepiej, więc Ethan postanawia iść do najbliższej drogi żeby wezwać pomoc, Tricia zostaje sama, lecz czy na pewno jest tu sama?

Ten dom należał kiedyś do znanej dr Adrienne Hale, psychiatry, która miała tu swój gabinet i przyjmowała pacjentów, takich, których było na to stać. Co jakiś czas przyjmowała też pacjentów w publicznej przychodni, ale robiła to tylko okazjonalnie. Cztery lata temu Hale zaginęła, podejrzewano, że została zamordowana przez swojego chłopaka...
Poznajemy historię zarówno młodego małżeństwa, które utknęło z powodu śnieżycy w domu zaginionej terapeutki oraz wcześniejsze, dotyczące doktor Hale.

Gdy Ethan zostawił Tricię w domu i poszedł szukać jakiejś pomocy, ona z nudów zaczęła oglądać dom i jego zakamarki. Przypadkowo trafia na ukryty schowek z kasetami, na których znajdują się nagrania z przeprowadzanych przez doktor Hale sesji terapeutycznych. Gdy Tricia zaczyna je odsłuchiwać, zaczyna wydawać się, że wszystko już niemal wiemy, że rozwiązanie zaginięcia terapeutki jest tylko kwestią czasu. Lecz z każda kolejną taśmą akcja nabiera tempa i tak naprawdę zaczynamy się gubić w różnych domysłach.
Co tak naprawdę się wydarzyło w tym domu cztery lata wcześniej?

"Prawie siedemdziesiąt procent kobiet, które zostały zamordowane, zginęło z rąk osobistych partnerów."
"Ekstremalnie rzadko zdarza się, aby pracownicy służby zdrowia psychicznego zostali zabici przez swoich pacjentów."
Odkrywając sekrety zarówno Adrienne oraz Tricii i Ethana w końcu dowiemy się prawdy, która z pewnością zaskoczy.
Powiem, że nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale usatysfakcjonowało mnie.
 
Nie kłam
 
Pamiętajcie o mnie przy rozliczeniach
 
KRS 
00001186434
437/G Katarzyna Grzęda1,5% 



sobota, 7 marca 2026

Moja książka

 

Padał gęsty śnieg. Zrobiło się późno. Dzieci już od dawna spały, Nagle rozległ się dzwonek. W progu stała nieznajoma wysoka blondynka. Natalia Wysocka przedstawiła się Czy możemy porozmawiać?  

Pan doktor jest w szpitalu w Warszawie. I nic nie wie o mojej wizycie. Od dłuższego czasu spotykamy się. nie jest to przelotny romans. 

Rozumiem pani sytuacje i przykro mi że dzieci ucierpią, Sama mam męża. On nie przyjmuje do wiadomości, że chce rozwodu. Ale to już postanowione. 

Szok sprawił, że odebrało mi mowę. Postanowiłam nie dać nic po sobie poznać. Zrobiłam na kolację penne z karczochami.

Partner przez telefon zapewniał mnie że to tylko przemęczenie. I jutro będzie w domu.  Musieli w szpitalu karmić marnie bo na talerzu nie został ani okruszek. 


Nagle przypomniałam sobie kolacje z okazji przeprowadzki do nowego domu. Od rana była mowa o specjalnym prezencie dla mnie. Niespodziankę odkryłam na koniec wieczoru. Byl to piękny czerwony samochód tylko dla mnie. W schowku znalazłam damskie kosmetyki. Tydzień później  na parkingu szpitala znajomy zawołał za mną Natalia. W domu okazało się że Rafał  prezent kupił od niej Zapomniałam o sprawie. Jednak  spytałam męża o krążące plotki. Zaniemówił Ona tutaj była?  Okazało sie ze flirtowała z nim od dawna  Mama twierdziła że to normalne Pracują razem a niestety jest atrakcyjny , inteligentny i bogaty. Podobno do niczego między nimi nie doszło Ale nie wierzyłam On od lat miał kochanki powiedział mi o tym teść  Tolerowałam to bo ja tez miałam swoje tajemnice.


  

Wokół domu znajduje się mały ogródek. Kilka drzew owocowych oraz rabata z kwiatami i huśtawka.
W środku jest kilka pokoi. W pierwszym z nich mieszkam ja. Jest mały, ale przytulny. Pomalowany na biało, a w środku znajdują się drewniane meble i spora biblioteczka. Kolejnym pomieszczeniem jest kuchnia, w której meble wykonane są z drewna.

Na parapecie  w doniczkach  hoduje zioła, Suszą się także łańcuchy leśnych grzybów. . Na tarasie stoi kilka niewielkich lampionów, które zapalamy  w lecie. Na ścianach wiszą rodzinne zdjęcia I pamiątki z wakacji.


Dzień był słoneczny ale rześki. Chmury nad doliną. Rozpłynęły się w amalgamacie błękitu i złotych  rozbłysków. którymi płonęło niebo. 

W blednacym świetle dnia jezioro wyglądało jak  morze płynnego złota.


Mialy  być chorwackie wakacje. Ale on pojechał na Mazury jak zwykle sam. Musiał odpocząć Zostałam w pustym domu Dzieci od dawna były dorosłe Zakończyło się wyjazdowe zamieszanie. W sklepie spotkałam mila kobiete. Moja czytelniczke. Jej mąż lekarz doskonale znał mojego. Nad jeziorem spotkał Rafała z nasza córka. Słabość mojego męża do kobiet trwała od lat Nauczyłam się to akceptować. Dzieci a zwłaszcza Zosia uwielbiały ojca. 

Mama zawsze powtarzała że stworzył mnie i dzieciom doskonale warunki W zamian wymagal tylko żeby się uczyły. Nigdy nie przyjęła do wiadomości faktu że mnie zdradzał i okłamywał. Nawet jeśli uległ   pielęgniarce na nocnym dyżurze kochał Nas

 Zima ciemne popołudnia i długie wieczory. Niestety nie da się tego ominąć.   

Szary dzień początek listopada . Zmiana pogody przyszła nagle Niebo pokryły ołowiane chmury Z nieba mżył drobny deszcz. 

Była dopiero druga po południu. A za oknem ciemno prawie noc



Myślałam czasem o Hubercie Ale dla niego to był tylko przelotny romans. Nigdy potem go nie spotkałam

.Jednak wszystko mija Zima też minąć musi.


Postanowiłam odwiedzić Leśna Stajnie Konny pensjonat  na Mazurach. Czytelnik polecił mi to miejsce. Bardzo chciał mnie poznać. Postanowiłam zrobić coś dla siebie.  Przy  okazji zdobędę materiał do promocji wydawnictwa.


Kupiłem stuletni dom na Dolnym śląsku.Po poprzednich wlascicicielach pozostał drewniany ogromny stół i bardzo brzydki pies. Kiedy w 2006 odziedziczyłem pensjonat na Mazurach Nie znalem się kompletnie na agroturystyce. Miałem inny plan na życie. W jednej chwili brat nie żył. Ja wylądowałem na wózku. A Małgosia zniknęła.  Wieś leży u podnóża Karkonoszy Widoki cudowne Teren do jazdy konnej wymarzony. Biały dom stajnia duże podwórko. Do tego pełno roślinek malwy , ostróżki orliki jaśmin i bez.



chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach Urlop spędzałem w domu.  Dni dłużyły się okropnie .  Ale niespodziewanie okazało się że jednak wyjadę.

Dostałem tajemniczy list z programu Zaginieni. Dziewczyna zdradziła tylko swoje imię Zuzanna. Spotkajmy się pod Kasztanami w Lublinie. Zgodziłem się.sam nie wiem dlaczego. Na miejscu przeżyłem szok przede man stała Małgosia. Przyszła niedoszła żona.

Kiedy poznała o 20 lat starszego Vincenta moja mama załamała ręce. Facet z przeszłością za to z pieniędzmi. Na pewno jego była żona zatruje ci życie, A on zostawi z niczym. Bo nie chciałaś się uczyć. Ma dzieci w twoim wieku będziesz jego zabawką. Wbrew czarnym wizjom mamy mój szwagier uwielbiał swoje słoneczko Nie doczekali się dzieci Ale byli szczęśliwi.

Miśka przyjechała Ale nie była sobą. Płakała i  dużo czasu spędzała w łazience. Myślałam ze to przejściowe. Rozstanie dobrze zrobi . Obojgu  Którejś nocy słyszałam jak wymiotuje. Ale ona nadal milczała jak zaklęta. Dla mnie stało się oczywiste była w ciąży. Jak się okazało los szykował niespodzianki. 

Pewnej nocy oświadczyła Opowiem ci wszystko bo komuś muszę. 

 

Wiele lat staramy się o dziecko bez skutku. Byłam przygnębiona chciałam mieć rodzinę.Tamtego dnia wszystko szło nie tak Pojawi się Karol syn Vincenta 

Był przystojny i roztaczał wokół wiele uroku osobistego.

W miejscu pracy spędzał znacznie więcej czasu niż wymagał od niego szef.



Zaproponował kieliszek wina. Nie wiem jak do tego doszło Ale wylądowaliśmy  w łóżku. A teraz okazalo sie ze będę mama. To jedyna pozytywna rzecz w tej sytuacji. Zamilkłam na dobre byłam w szoku. Czy szwagier wie? Tak nie potrafię go oszukiwać zna mnie za dobrze.Uciklam tutaj nie mogę spojrzeć mu w oczy. 

Staramy się odnaleźć w nowej sytuacji. szukamy mieszkania Niedługo wyjedziemy do  Niemiec ja czułam że młody nie ma dobrych intencji.

Jedyne co mogłam zrobić to wesprzeć Misie. Została chodziła na badania do Rafała. Mimo naszych nieporozumień jest dobrym lekarzem. Okazalo sie ze bede podwójna ciotka. Dobrze że miałam wprawę w temacie. Ojciec dzieci miał zakończyć swoje sprawy. Mnie zostało dbać o zdrowie maluchów.

Postanowiłam zrobić coś dla siebie. Przyszła mama i jej chłopak chcieli być sami. Postanowiłam jechać do Krakowa. Na razie tkwiłam w kuchni. Królik miał być gwiazda wieczoru.

 Nagle rozległ się dzwonek do drzwi w progu stal Vincent Byłam bardziej niż zaskoczona. Po jego minie poznałam ze stało się coś złego. Karol nie żyje odezwał się Zginął w wypadku dziś rano. Przykro mi że to ja muszę przekazać ci taka wiadomość. Znalazłem w biurku list do Ciebie. Przyjechałem żeby przekazać Ci wiadomość. Dbaj o siebie  

. W ten sposób dowiedziałam się kim jest ojciec dzieci.

Byłam zaskoczona ale stało się Mała od dawna była dorosła to ich życie. Mama zdobyła się tylko na dwa słowa jak mogłaś. Zapomniała że do  tanga trzeba dwojga. Nasze relacje zawsze  były trudne. Ona wszystko wie najlepiej i koniec Rozstawia po katach nawet własnego męża. Nauczyłam się po wielu latach że, nie muszę spełnić jej oczekiwań. Zajęło to trochę  czasu ale warto było.

Podwiozłam Miśkę na wizytę kontrolna Trwała długo Przyszła matka była zapłakana. Moje dziecko umarło we mnie. Jak to się mogło stać


A moje życie ostatnio już miało zwolnić Dzieci  odeszły  Byłam z nich dumna Jasiek nie był przekonany do medycyny Ale na pewno znajdzie swoje miejsce 

Ja dojrzewałam  do decyzji o rozwodzie Z Rafałem niewiele mnie łączyło 

Końcówka lata była chłodna i deszczowa. 

Choroba asystenta pokrzyżowała moje plany.Ale nie można tego odkładać. Oby szybko wrócił do zdrowia Nasz projekt ruszy od stycznia. Ale życie nauczyło mnie nie planować za dużo. Postanowiłam napisać nowa powieść. Tym razem erotyczną. 

Nie mogę dogadać się z własną rodziną Kornelia nadal w Hiszpaniii, Jasiek coś ukrywa. Tylko Zosia wzorowa jak  zwykle .Postanowiłam zrobić  na obiad indyka i przegadać przy okazji ważne sprawy. Młody   przyjechał ale odzywał się tylko półsłówkami.

Przy deserze okazało się dlaczego. Zrezygnował z medycyny. Od pół roku.  chodził do szkoły gastronomicznej. Dla Rafała to był szok. Nie wiedział co powiedzieć Wszystkie jego marzenia  się rozwiały.




To był cholernie kiepski tydzień. Właściwie miałam za sobą kilka kiepskich tygodni. Zebrało mi się na podsumowania, więc najpierw zerwałam układ z Adrianem… Taaa, układ. Związkiem nie dało się tego nazwać, mimo że trwało przez kilkanaście miesięcy i owocowało dość częstym wzywaniem siły wyższej. Fakt, Adam w łóżku, ale poza nim nie miał nic do zaoferowania. Tatko wygadywał mi to średnio raz dziennie. Serio. Kiedyś wysłał takiego SMS-a: „Adrian nie ma nic do zaoferowania”. Cholera. Jak zawsze miał rację.


Zerwałam więc układ i zostałam sama. A ja serio, serio źle znoszę samotność. Zdarzyły się nawet ze dwie, trzy takie chwile, gdy sięgałam po telefon, żeby napisać do byłego. To przez niego miałam szczególnie kiepski tydzień. Pokłóciliśmy się ostro o to, dokąd zmierza moje beznadziejne życie. Chyba mu się wydawało, że idę w ślady matki. Dobra, na pewno tym się tatko zamartwiał. No i zrobił mi wykład, a że ja byłam właśnie na etapie kiepskiego znoszenia samotności, wyszło z tego jakieś małe piekiełko. To było w czwartek, więc w piątek miałam tak podły nastrój, że w ogóle nie chciałam iść na grilla. No, ale Roberto powinien tam być… Spojrzał na mnie zdziwiony a ja od razu położyłam palec na ustach.


Na te ostatnie dni starego roku postanowiłam się wylogować Zostawić wszystko na chwilę Nie tracić czasu na ludzi którzy nie są tego warci. Nadszedł czas zrobić coś tylko dla siebie.

Zrozumiałam  że nic się nie zmieni. Jeśli będę tylko o tym myślała zwariuję. Dzieci są dla mnie najważniejsze. Ale są już dorosłe mają własne życie.  Nie potrafię już żyć w kłamstwie

Odchodzę od Rafała . Niespodziewanie z pomocą przyszła babcia.

czwartek, 26 lutego 2026

Rytułał Chmielarz

 

Choć w teorii Mortka przyjeżdża w Karkonosze tylko na urlop – on, jego ukochana i góry – to jak się pewnie domyślacie, spokój trwa krótko. Podczas jednej z wycieczek para natrafia na ciało, a żeby było ciekawiej owe ciało… znika. I właśnie od tego momentu zaczyna się historia, która nie pozwala złapać tchu. Bo „Rytuał” to nie tylko klasyczne śledztwo, ale kryminał głęboko osadzony w lokalnym kontekście: z opowieściami o satanistycznych kultach, nazistowskich skarbach, Bestii z Izer i dusznej, mrocznej atmosferze karkonoskich wiosek, które same w sobie stają się bohaterami tej powieści.

Od razu muszę napisać – jeśli cenicie literaturę, która nie traktuje czytelnika jak naiwnego turystę, to tu znajdziecie coś dla siebie. Chmielarz nie prowadzi nas za rękę. Nie tłumaczy. Nie rozgrzesza. Buduje wielowarstwową narrację, której centrum stanowi nie tylko Mortka, ale i aspirantka Maria Szulej oraz cała galeria złożonych postaci z miejscowej społeczności. Ich historie, pełne bólu, frustracji, niespełnionych marzeń i sekretów, tworzą tło, które działa jak soczewka skupiająca wszystkie demony polskiej prowincji.

Jako czytelniczka, która zna wcześniejsze tomy z Mortką, czułam się w tej książce jak u siebie – ale jeśli dopiero zaczynacie przygodę z tym bohaterem, nie musicie się martwić. „Rytuał” to zamknięta historia, którą można czytać niezależnie, bez znajomości poprzednich części. Co więcej, mam wrażenie, że to właśnie ten tom pokazuje, jak dojrzale Chmielarz rozwija swoje uniwersum. Jego styl jest coraz bardziej świadomy, bardziej filmowy, ale i oszczędny tam, gdzie trzeba – bez nadmiernej ekspozycji, bez banalnych dialogów.

Fabuła? Dobrze przemyślana, pełna twistów (których się spodziewałam, ale w żadnym momencie nie odgadłam) i gęstniejącego napięcia. Narracyjnie – majstersztyk. Każdy trop prowadzi do kolejnego, a kiedy już wydaje się, że wiemy, o co chodzi – Chmielarz robi zwrot i pokazuje, że prawda jest jeszcze głębiej zakopana. Niektóre rozwiązania mogą wydawać się delikatnie naciągane, a zakończenie – odrobinę zbyt „ugrzecznione” w porównaniu do ciężaru całej historii, ale nie zmienia to faktu, że „Rytuał” to kryminał najwyższej próby.

Szczególne brawa należą się autorowi za sposób, w jaki oddaje ducha miejsca. Karkonosze są tu nie tylko tłem, ale żywą, niemal mistyczną przestrzenią, w której rzeczywistość miesza się z legendą. Mamy wrażenie, że coś niepokojącego czai się za każdym zakrętem leśnej ścieżki – i ten klimat zostaje z nami długo po odłożeniu książki.

To nie jest lektura na jedno popołudnie – nie ze względu na długość, ale z powodu intensywności. Emocjonalnej, psychologicznej, narracyjnej. Ja sama potrzebowałam przerwy, żeby złapać oddech – a potem wracałam, bo musiałam wiedzieć, co dalej. Bo Chmielarz nie pisze kryminałów, które się czyta. On pisze takie, które się przeżywa.


środa, 11 lutego 2026

Zmiany

 „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” – to popularne powiedzenie autorstwa niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego pojawi się w książce kilka razy. Czy jest słuszne? Autorka „Wolty” dowodzi, że nie zawsze. Owszem czasem mamy do czynienia z czymś takim jak wzrost potraumatyczny, kiedy pokonanie kryzysów prowadzi do rozwoju i daje poczucie siły. Czasem jednak kryzysy są tak trudne do pokonania, a problemy zbyt ciężkie do udźwignięcia, że pojawia się trauma lub depresja, z którą trudno sobie poradzić. Kryzys jednego wzmocni, drugiego osłabi. Nie każdy z niego wyjdzie.

Nowa książka uznanej reportażystki i dziennikarki Joanny Gierak-Onoszko „Wolta. Opowieść o kobietach w zmianie” to historia sześciu kobiet zmagających się z życiem. Ich problemy są uniwersalne, mogą dotknąć każdego z nas. Autorka w bardzo czuły i uważny sposób przedstawia nam sylwetki Natalii, Doroty, Korneli, Oli, Kasi i Agaty. W większości to znane osoby, przytoczone w książce z imienia i nazwiska (tylko jedna jest anonimowa). Można sobie w internecie sprawdzić ich historie, wyszukać zdjęcia, zajrzeć na social media. O jakich problemach i zmianach w życiu (woltach) opowiadają? O narodzinach i wychowywaniu chorego dziecka, o zmaganiu się z nowotworem, o przeprowadzkach, o radykalnej zmianie zawodu, o menopauzie, o rozpadzie związku. Każda z takich sytuacji powoduje wielką zmianę w życiu i może prowadzić do kryzysu. Jak się nie dać? Bohaterki reportażu opowiadają, jak sobie poradziły. Ich wypowiedzi autorka zestawiła z opiniami psycholożek, lekarek, socjolożek. Wszystkie zaproszone do rozmowy ekspertki to kobiety.

Oceniłam „Woltę” wysoko . Dlaczego? Bo to ciekawy, bardzo emocjonalny reportaż będący jednocześnie optymistycznym, pełnym nadziei poradnikiem. Autorka i jej rozmówczynie dowodzą, że po kryzysie i radykalnej zmianie też da się żyć. Czasem trzeba swoje życie odbudować, a czasem zbudować na nowo, akceptując rzeczywistość. W książce będzie o filozofii stoickiej i o egzystencjalizmie. Będzie o startowaniu w triathlonie i o macierzyństwie. Znajdziecie tu też cenne spostrzeżenia na temat wychowywania dziewczynek i mierzenia się ze śmiercią. Przeczytacie też o tym, jak trudne jest hodowanie alpak i jak ciekawa i zdrowa jest dieta makrobiotyczna.

Co mnie urzekło? Bezpośredniość. Szczerość. Otwartość. Bohaterki reportażu odważnie zwierzają się ze swoich problemów. Odkrywają przed nami swoje myśli i emocje. Choć nie znałam wcześniej żadnej z nich, czytając, poczułam siostrzaną bliskość. Wiele zawartych tu myśli i spostrzeżeń, także tych wypowiadanych przez ekspertki, to także moje myśli. W doświadczeniach Natalii, Kasi, Oli, Agaty odnajduję siebie. Jak radzić sobie w kryzysie? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Każdy człowiek ma swoją opowieść i swoje sposoby i zasoby, które warto wypracowywać od najmłodszych lat. I tu dygresja. Autorka zwraca uwagę na współczesne wychowywanie dzieci. Rodzice bardzo o nie dbają, usuwają im z drogi każdą trudność, często, zanim ona się jeszcze pojawi. To jest bardzo złe. Nie uczymy w ten sposób dzieci radzenia sobie w kryzysie. Gdy dziecko się potknie, zmierzy z jakąś trudnością i sobie poradzi, nauczy się, że potrafi. Zdobywa w ten sposób moc i zaufanie do siebie samego.

Kryzysy są w życiu nieuniknione. Życie to ciągła zmiana. Nie zawsze możemy się na wszystko przygotować, ale gdy trudne chwile się pojawią, możemy tak jak bohaterki tego reportażu, szukać ratunku. Książka pokazuje sylwetki silnych, odważnych, twórczych i aktywnych kobiet. Też możemy takie być! W kryzysie potrzebujemy nadziei i przykładu innych. Ta książka może to wszystko dać.

piątek, 12 grudnia 2025

Kolory zła

 


Dziewiętnastoletnia studentka medycyny, Nele Sobą, po porannym treningu biegowym nie wraca do domu. Zrozpaczeni rodzice zgłaszają jej zaginięcie na policję. Następnego dnia, w godzinach porannych, ciało nastolatki zostaje znalezione w Lasach Oliwskich.
Sprawę prowadzi prokurator Leopold Bilski. Nela była spokojną i lubianą przez rówieśników dziewczyną, nie miała wrogów. Jedynym tropem jest tabliczka pozostawiona na miejscu zbrodni, na której ktoś napisał: „Zmarła śmiercią męczeńską”. W toku śledztwa wychodzi na jaw, że wiele lat temu miała miejsce podobna zbrodnia, a jej sprawca nigdy nie został schwytany. Leopold Bilski, wraz z psychologiem sądowym Marcinem Chrobołą oraz palinolożką Janiną Hinc, stają przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Czy uda im się rozwiązać zagadkę śmierci nastolatki?

„Błękit” autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak to jedna z tych powieści, przy której już po przeczytaniu pierwszych stron wiesz, że nie odłożysz jej, dopóki nie poznasz zakończenia. Wciągająca, emocjonalnie angażująca, zatrważająca i poruszająca najczulsze struny ludzkiej duszy.
Małgorzata Oliwia Sobczak na kartach swojej najnowszej powieści kreśli historie przepełnione bólem, który przeszywa do szpiku, oraz tajemnicami, które nie dają spokoju. Autorka snuje swoją opowieść w dwóch przestrzeniach czasowych, zręcznie lawirując pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, z rozmachem kreśląc obraz lat 90.; czytając książkę, nie sposób nie przenieść się myślami do czasów, w których w Polsce zaczynał dominować hip-hop, a niemal na każdym kroku widać było początki street artu.
„Błękit” to powieść, która idealnie wpisuje się w kanon kryminału; misternie utkana intryga, śledztwo pełne tajemnic, fenomenalnie wykreowane postaci, których portrety są idealnym odzwierciedleniem nastolatków z lat 90. Autorka stworzyła niesamowicie klimatyczną powieść; jej duszna i pełna mroku atmosfera doskonale oddziałuje na wyobraźnię, a relacje bohaterów oraz ich codzienne problemy zarówno w szkole, jak i w domu rodzinnym są tak realistyczne, że aż bolesne.
„Błękit” to książka, którą czytałam z ogromnym zaangażowaniem; dwa trudne śledztwa, dwie bolesne historie śledziłam z zapartym tchem. Autorka zręcznie mną manipulowała, podrzucała mylne tropy, wodziła za nos, a ja łączyłam kropki, składałam elementy układanki i próbowałam połączyć wszystko w całość oraz znaleźć winnego dokonanych zbrodni. Niestety, Małgorzata Oliwia Sobczak jest mistrzynią intryg, zawiłych śledztw i zaskakujących rozwiązań, i tym razem również nie zdołałam uprzedzić śledczych i rozwiązać zagadki. To, co zaserwowała mi na zakończenie autorka, kompletnie mnie zaskoczyło i emocjonalnie rozbiło.
Małgorzata Oliwia Sobczak ponownie stworzyła powieść, którą się nie tylko czyta, ale przede wszystkim przeżywa razem z bohaterami.„Błękit” to nie tylko kryminał, w którym postacie tropią mordercę; to także opowieść o żałobie, bolesnej stracie, młodzieńczej miłości oraz trudnym dzieciństwie. Autorka w sposób bardzo realistyczny ukazuje problemy społeczne; tak bardzo powszechny i wciąż aktualny problem przemocy domowej – autorka pokazuje, jak łatwo jest ukryć przed bliskimi to, co dzieje się za drzwiami naszego domu; strata dziecka i sposób radzenia sobie z żałobą – Sobczak nad zwyczaj realistycznie kreśli portrety ludzi, którzy zmagają się ze stratą oraz pokazuje, że mimo mijających lat ten ból nie mija, a towarzyszy nam nieustannie. Powiedzieć, że jestem pod wrażeniem „Błękitu”, to jakby nie powiedzieć nic. Jestem zachwycona tą pełną emocji, wzruszeń i nieustającego napięcia powieścią, która przeniosła mnie w czasie i przywołała wspomnienia z lat młodości. Ta historia na długo pozostanie w mojej pamięci.Polecam.

Moja ocena:

piątek, 7 listopada 2025

Nudne czyli kryzys Blogera

 

Weronika Mathia w swojej książce "Rój" tworzy duszną i pełną napięcia atmosferę, która od pierwszych stron wciąga w spiralę tajemnic. Już samo miejsce wokół którego kręci się akcja – stara kamienica – daje poczucie klaustrofobii, a zarazem izolacji, które doskonale współgrają z niepokojem przenikającym fabułę. Zabójstwo Kamili Witz i zagadkowe zniknięcie jej sąsiadów stanowią zaledwie początek tego, co okaże się złożoną siecią intryg.

Mathia splata losy pozornie przypadkowych bohaterów, jak emerytowany policjant Zygmunt Ostrowski czy pszczelarka Natalia Biel. Każda z postaci wnosi coś unikalnego do historii, ale ich losy okazują się ściśle ze sobą powiązane. Pszczoły, choć wydają się elementem pobocznym, stają się metaforą dla napięcia i nieuniknionych konsekwencji działań bohaterów. Tytułowy "Rój" sugeruje również pewną dynamikę grupową i zależności, które Mathia zgrabnie buduje w relacjach między postaciami.

Mocną stroną książki jest jej wielowymiarowość – choć mamy tu klasyczny kryminał z tajemnicą do rozwiązania, autorka porusza także temat odpowiedzialności za przeszłość i winy, które wracają jak bumerang. Wątek Marka Gronowicza i jego córki Łucji to przejmujący obraz radzenia sobie z żałobą, który daje tej opowieści emocjonalną głębię.

Mathia unika sztampowych rozwiązań fabularnych. Zamiast prostych odpowiedzi, dostajemy złożone motywacje bohaterów, a ich decyzje niosą ze sobą nieodwracalne konsekwencje. Wydarzenia wymykają się spod kontroli, co potęguje poczucie zagrożenia i niepewności, a intryga, w której zostają uwikłani bohaterowie, często ich przerasta.

"Rój" to historia o winie i karze, o zemście i sprawiedliwości, która przychodzi czasem z opóźnieniem, ale zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. To książka, która nie tylko dostarcza emocji, ale także zmusza do refleksji nad tym, jakie konsekwencje mogą nieść za sobą nasze wybory i jak bardzo mogą nas one przerosnąć. Weronika Mathia stworzyła powieść, która zaskakuje, trzyma w napięciu i zmusza do myślenia – idealna lektura dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko standardowej zagadki kryminalne
 
 

niedziela, 7 września 2025

Ogloszenie

 

Witam. 
Jestem uczestnikiem projektu Kompleksowa Aktywizacja Osób Niepełnosprawnych na rynku pracy, który jest realizowany przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji. I poszukuję pracodawcy, który zechce mnie przyjąć na trzymiesięczny staż z realną możliwością zatrudnienia po jego odbyciu.
Pokrótce zaprezentuję swoje umiejętności: jestem osobą, która nie tylko szybko się uczy, ale też szybko nawiązuje kontakty. Posiadam łatwość w tworzeniu tekstów czego dowodem, jest mój autorski blog , który cieszy się  popularnością wśród internatów. 
Najchętniej podejmę staż na stanowisku, asystent redaktora. Pracowalam w gazecie lokalnej.  Znam jezyk angielski 
 
 Więcej moich umiejętności znajdą Państwo w moim CV, które zainteresowanym prześlę w wiadomości prywatnej.
Zainteresowanych współpracą zapraszam do kontaktu pozdrawiam

środa, 13 sierpnia 2025

Rodzina

 Rodzeństwo” Moa Herngren – powieść, która z każdą stroną wbijała mnie głębiej w refleksję o tym, jak bardzo można się rozmijać, nawet żyjąc tuż obok siebie. To historia o trójce dorosłego rodzeństwa, które spotyka się po śmierci ojca, by wspólnie świętować urodziny matki. Brzmi niewinnie, prawda? A jednak to właśnie wtedy wychodzą na wierzch wszystkie rodzinne pęknięcia, dawne żale i niezaleczone rany.

Andrea – perfekcyjna, zorganizowana, emocjonalnie rozdarta – od razu skradła moją uwagę. To ona spina wszystko klamrą: pogrzeb, rodzinne spotkanie, opiekę nad matką. Ale pod tą fasadą kryje się ktoś, kto nigdy nie miał szansy być po prostu sobą. Jej potrzeba kontroli to nie cecha charakteru, tylko mechanizm obronny. A kiedy w jednej ze scen dowiaduje się, że ukochany talerz z różyczkami – jedyny materialny ślad po dzieciństwie – został wyrzucony, coś we mnie pękło razem z nią.
Z kolei Ullis – impulsywna, pewna siebie, ale zarazem pogubiona – wydaje się być jej całkowitym przeciwieństwem. Relacja między siostrami to jeden wielki emocjonalny węzeł. Rywalizacja, potrzeba uwagi ojca, stare urazy, które nigdy nie zostały nazwane. A pośrodku tego wszystkiego Rasmus – cichy, wycofany, wiecznie na uboczu, jakby próbował przetrwać, nie rzucając się nikomu w oczy.

Podoba mi się, jak Herngren pokazuje, że każde z nich pamięta dzieciństwo inaczej. Że prawda w rodzinie nie jest jedna, tylko składa się z wielu subiektywnych wersji. I to właśnie te różnice – nie śmierć ojca – stają się osią konfliktu. Przedmioty, które powinny być pamiątkami, zmieniają się w źródła bólu. Łódź, talerz, stare gumowce – zamiast łączyć, tylko pogłębiają podziały.

Styl Herngren jest oszczędny, ale bardzo obrazowy. Czytając, miałam wrażenie, że uczestniczę w tej rodzinnej grze pozorów – siedzę przy stole, słucham rozmów, w których więcej jest niedopowiedzeń niż słów. Czułam ciężar tego wszystkiego: niewyrażonego żalu, przemilczanych emocji, potrzeby bliskości, której nikt nie potrafi wyrazić. Właśnie za to najbardziej cenię tę książkę – za intymność. Nie znajdziesz tu wielkich dramatów czy sensacyjnych zwrotów akcji. Ale jeśli jesteś wrażliwa na relacje, emocje, gesty i to, co dzieje się między słowami – „Rodzeństwo” Cię poruszy.

Czy było idealnie? Nie. Momentami brakowało mi głębszego wejścia w psychikę bohaterów. Czasem czułam, że autorka tylko lekko dotyka pewnych emocji, zamiast je eksplorować. A mimo to… ta historia we mnie została. Bo nie musiała krzyczeć, żeby zostawić ślad.

Jeśli lubisz książki, które przypominają Ci, że relacje rodzinne są skomplikowane i kruche, a wspólna przeszłość nie zawsze jest kotwicą – „Rodzeństwo” to powieść dla Ciebie. Mnie zmusiła do przyjrzenia się temu, co sama noszę w sobie – wspomnieniom, które może wcale nie są tak obiektywne, jak mi się wydawało.

piątek, 25 kwietnia 2025

Joanna

 

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Któż z nas nie miał nigdy takich myśli? By na jakiś czas oddalić się od zgiełku, hałasu, problemów. By choć na chwilę odpocząć od rutyny, nieustannej pogoni, a może wręcz przeciwnie, marazmu i stagnacji. Jakie powody miała Joanna, aby przeprowadzić się na górską pustelnię? Czego mogło jej brakować, za czym tak dramatycznie tęskniła, by desperacko zamieszkać w ruinie? Wreszcie, jak zakończył się ten nowy, jakże piękny i zarazem straszny rozdział? W życiu nie ma dzieła przypadku i komisarz Nina Warwiłow powinna o tym wiedzieć. O przypadku powinna również pamiętać Joanna Pascho, dermatolog ciesząca się dobrą opinią wśród pacjentów. Jednak, los lubi płatać figle, a cena ze realizację marzeń bywa imponująco wysoka. „Roztopy” Jędrzeja Pasierskiego to coś więcej niż powieść kryminalna. To historia rodów, ludzi, których tragiczne losy pokrzyżowały plany i marzenia na zawsze. To opowieść o miłości, przeważnie trudnej, bolesnej, niespełnionej. Miłości małżeńskiej, rodzicielskiej. Samotności, poczuciu alienacji. Także o przyjaźni, potrzebie bycia wśród ludzi i dla ludzi. Cóż więc wydarzyło się w Bukowcach? Dlaczego tamtejsza społeczność jest na swój sposób wyjątkowa? Autor zabiera czytelników nie tylko na wyprawę w nieznane, do Gorlic, czy w stronę Przełęczy Warnickiej. Zabiera nas nieco głębiej, w świat ludzkich zawirowań, pragnień, słabości. Dzięki wyjątkowej, barwnej kreacji bohaterów poznajemy zarówno problemy z którymi muszą się zmierzyć jak i sposoby na walkę o siebie samych. Wbrew pozorom to nie jest zwyczajny kryminał, skoro pojawiło się hasło „Jebać Grybów”. A skoro niezwyczajny to i proszę mi wierzyć, dzieją się tam cuda. Pomimo niewielkiej ilości zgonów, momentami robi się naprawdę duszno i ciężko. Rośnie tempo akcji, z każdym następnym rozdziałem czyta się coraz przyjemniej, szybciej, a sprawy zaczynają wyglądać inaczej niż pierwotnie można by oceniać. Zdecydowanie na plus interesujące rysy głównych bohaterów, zwłaszcza funkcjonariuszy policji. Mają w sobie coś tajemniczego, magicznego, elektryzującego no i w dodatku mogą o wiele więcej niż „zwykły” obywatel. Czy mimo takich atutów uda im się rozwikłać zagadkę nagłego zaginięcia Joanny? Czy zwłoki, na które natrafią cokolwiek powiedzą śledczym? Zaskakujące zakończenie, nietypowy początek i pikantny środek. Taka właśnie jest książka Pasierskiego. Zdecydowanie godna polecenia, zwłaszcza jeśli do tej pory nie podjęliście decyzji o wyjeździe do Bukowców. Beskid Niski jest piękny, ale to nie oznacza, że nie dzieją się tam makabryczne sprawy. Przeciwnie, gliniarze mają pełne ręce roboty. Czy jednak wiedza i doświadczenie śledczych wystarczą, aby odkryć prawdę? A może prawda już wyszła na jaw, po „Roztopach”? Polecam, szczególnie miłośnikom wielowątkowych powieści kryminalnych, poszukujących przede wszystkim historii na dłużej zapadających w pamięć, tym samym wyjątkowych.

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: 
Roztopy

sobota, 8 marca 2025

Pasje blogera


Mówi  się ze przyjaciel to ktoś,  z kim zaczyna się rozmowę  w przerwanym ostatnio miejscu. Takie osoby często spotykamy przypadkiem. A zostają z nami na całe życie. Jestem jak rzymski filozof. Szukam człowieka. Takiego, z którym można przegadać cała noc. Albo przesiedzieć. Bo po pewnym czasie, słowa są niepotrzebne.

Moje najcenniejsze znajomości zaczęły się od błysku. Od myśli, że na pewno spotkaliśmy się w poprzednim wcieleniu. Wierzę w to, że osobę o której jest ten tekst, zesłała mi Opatrzność .

Stało się tak w chwili, kiedy kończyłam szkołę. Jeden etap się skończył. Ale zaczął się nowy. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że, najlepszy. Wspominam go tak do  tej pory.

Początki znajomości zatarły mi się całkiem. Pamiętam, że zobaczyłam kobietę która zaproponowała że nauczy mnie grać na pianinie. Zwykle niestety jestem pesymistką. Jeśli coś może być gorzej to zawsze będzie. Jednak bez chwili zastanowienia powiedziałam tak.

Dopiero po pewnym czasie pomyślałam nic z tego nie będzie. Z moją neurologiczną chorobą mam problem z zawiązaniem samemu butów. Z trudem  i długo uczyłam się pisać. Nie były to czasy komputerów i Internetu. Na pewno nie dam rady grać. A jestem z natury ambitna i nie znoszę przegrywać.

Kiedy ma się naście lat, dorośli ludzie są dla Ciebie starzy.  Lubię poznawać nowych ludzi i  rozmawiać z nimi.  Ale moja nowa znajoma- Ania mogłaby być moją babcią. Po za tym dlaczego zamiast korzystać z życia na emeryturze, zajmuje się niepełnosprawnymi.

W dodatku nigdy nie chciała za pracę, ani grosza Nie miałam wtedy swojego instrumentu.  Rodzice dowozili mnie do mieszkania Ani i jej męża. Później zostawałam po lekcjach. Nauczycielka pozwalała mi korzystać z pianina w szkole. Co mojej pracującej mamie odpowiadała. Bo odbierała mnie po południu/

Palce mojej lewej ręki nie chciały współpracować. Łagodnie  mówiąc Były ze sobą złączone prawie na stałe. Potem dowiedziałam się że Szopen też miał takie problemy.  Do dziś nie wiem, czy to prawda. Czy tylko zachęta do ćwiczeń, które mnie zajmowały trzy razy dłużej niż innym. Ani ja nie przypominałam przeciętnego ucznia. Ani moja nauczycielka przeciętnej staruszki na emeryturze.  Duży wpływ na postępy w grze miały czekoladki, które mi nigdzie tak nie smakowały jak u Was w domu. (Tą sama metodą nauczyłam się tabliczki mnożenia.) Potem miałam lekcje u siebie bo dorobiłam się organów. Często więcej czasu spędzałyśmy wspólnie na gadaniu niż graniu. Okazało się że  mam do towarzystwa, renesansową kobietę.

Tylko ona potrafi wymyślić utwór dla mnie i zapisać nuty z głowy.  I wie kim był Stachura, nie cierpi audiobooków. Ja za to lepiej obsługuję komputer. Muszę tylko pamiętać żeby nazywać ją Hanką bo tak woli.
Ten tekst jest o najważniejszej osobie w moim życiu.  Bo uświadomiła mi, że lepiej spróbować nowych rzeczy, nawet jeśli nie do końca wyjdą. Niż żałować że coś nas w życiu ominęło. Chociaż nie zostałam wirtuozem fortepianu. sprawne ręce bardzo mi się w życiu przydały.