„Co cię nie zabije, to cię wzmocni” – to popularne powiedzenie autorstwa
niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego pojawi się w książce kilka
razy. Czy jest słuszne? Autorka „Wolty” dowodzi, że nie zawsze. Owszem
czasem mamy do czynienia z czymś takim jak wzrost potraumatyczny, kiedy
pokonanie kryzysów prowadzi do rozwoju i daje poczucie siły. Czasem
jednak kryzysy są tak trudne do pokonania, a problemy zbyt ciężkie do
udźwignięcia, że pojawia się trauma lub depresja, z którą trudno sobie
poradzić. Kryzys jednego wzmocni, drugiego osłabi. Nie każdy z niego
wyjdzie.
Nowa książka uznanej reportażystki i dziennikarki Joanny
Gierak-Onoszko „Wolta. Opowieść o kobietach w zmianie” to historia
sześciu kobiet zmagających się z życiem. Ich problemy są uniwersalne,
mogą dotknąć każdego z nas. Autorka w bardzo czuły i uważny sposób
przedstawia nam sylwetki Natalii, Doroty, Korneli, Oli, Kasi i Agaty. W
większości to znane osoby, przytoczone w książce z imienia i nazwiska
(tylko jedna jest anonimowa). Można sobie w internecie sprawdzić ich
historie, wyszukać zdjęcia, zajrzeć na social media. O jakich problemach
i zmianach w życiu (woltach) opowiadają? O narodzinach i wychowywaniu
chorego dziecka, o zmaganiu się z nowotworem, o przeprowadzkach, o
radykalnej zmianie zawodu, o menopauzie, o rozpadzie związku. Każda z
takich sytuacji powoduje wielką zmianę w życiu i może prowadzić do
kryzysu. Jak się nie dać? Bohaterki reportażu opowiadają, jak sobie
poradziły. Ich wypowiedzi autorka zestawiła z opiniami psycholożek,
lekarek, socjolożek. Wszystkie zaproszone do rozmowy ekspertki to
kobiety.
Oceniłam „Woltę” wysoko . Dlaczego? Bo to ciekawy,
bardzo emocjonalny reportaż będący jednocześnie optymistycznym, pełnym
nadziei poradnikiem. Autorka i jej rozmówczynie dowodzą, że po kryzysie i
radykalnej zmianie też da się żyć. Czasem trzeba swoje życie odbudować,
a czasem zbudować na nowo, akceptując rzeczywistość. W książce będzie o
filozofii stoickiej i o egzystencjalizmie. Będzie o startowaniu w
triathlonie i o macierzyństwie. Znajdziecie tu też cenne spostrzeżenia
na temat wychowywania dziewczynek i mierzenia się ze śmiercią.
Przeczytacie też o tym, jak trudne jest hodowanie alpak i jak ciekawa i
zdrowa jest dieta makrobiotyczna.
Co mnie urzekło?
Bezpośredniość. Szczerość. Otwartość. Bohaterki reportażu odważnie
zwierzają się ze swoich problemów. Odkrywają przed nami swoje myśli i
emocje. Choć nie znałam wcześniej żadnej z nich, czytając, poczułam
siostrzaną bliskość. Wiele zawartych tu myśli i spostrzeżeń, także tych
wypowiadanych przez ekspertki, to także moje myśli. W doświadczeniach
Natalii, Kasi, Oli, Agaty odnajduję siebie. Jak radzić sobie w kryzysie?
Nie ma na to jednej odpowiedzi. Każdy człowiek ma swoją opowieść i
swoje sposoby i zasoby, które warto wypracowywać od najmłodszych lat. I
tu dygresja. Autorka zwraca uwagę na współczesne wychowywanie dzieci.
Rodzice bardzo o nie dbają, usuwają im z drogi każdą trudność, często,
zanim ona się jeszcze pojawi. To jest bardzo złe. Nie uczymy w ten
sposób dzieci radzenia sobie w kryzysie. Gdy dziecko się potknie,
zmierzy z jakąś trudnością i sobie poradzi, nauczy się, że potrafi.
Zdobywa w ten sposób moc i zaufanie do siebie samego.
Kryzysy są w
życiu nieuniknione. Życie to ciągła zmiana. Nie zawsze możemy się na
wszystko przygotować, ale gdy trudne chwile się pojawią, możemy tak jak
bohaterki tego reportażu, szukać ratunku. Książka pokazuje sylwetki
silnych, odważnych, twórczych i aktywnych kobiet. Też możemy takie być! W
kryzysie potrzebujemy nadziei i przykładu innych. Ta książka może to
wszystko dać.
Z książką przy kominku
środa, 11 lutego 2026
Zmiany
piątek, 12 grudnia 2025
Kolory zła
Dziewiętnastoletnia studentka medycyny, Nele Sobą, po porannym treningu biegowym nie wraca do domu. Zrozpaczeni rodzice zgłaszają jej zaginięcie na policję. Następnego dnia, w godzinach porannych, ciało nastolatki zostaje znalezione w Lasach Oliwskich.
Sprawę prowadzi prokurator Leopold Bilski. Nela była spokojną i lubianą przez rówieśników dziewczyną, nie miała wrogów. Jedynym tropem jest tabliczka pozostawiona na miejscu zbrodni, na której ktoś napisał: „Zmarła śmiercią męczeńską”. W toku śledztwa wychodzi na jaw, że wiele lat temu miała miejsce podobna zbrodnia, a jej sprawca nigdy nie został schwytany. Leopold Bilski, wraz z psychologiem sądowym Marcinem Chrobołą oraz palinolożką Janiną Hinc, stają przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Czy uda im się rozwiązać zagadkę śmierci nastolatki?
„Błękit” autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak to jedna z tych powieści, przy której już po przeczytaniu pierwszych stron wiesz, że nie odłożysz jej, dopóki nie poznasz zakończenia. Wciągająca, emocjonalnie angażująca, zatrważająca i poruszająca najczulsze struny ludzkiej duszy.
Małgorzata Oliwia Sobczak na kartach swojej najnowszej powieści kreśli historie przepełnione bólem, który przeszywa do szpiku, oraz tajemnicami, które nie dają spokoju. Autorka snuje swoją opowieść w dwóch przestrzeniach czasowych, zręcznie lawirując pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, z rozmachem kreśląc obraz lat 90.; czytając książkę, nie sposób nie przenieść się myślami do czasów, w których w Polsce zaczynał dominować hip-hop, a niemal na każdym kroku widać było początki street artu.
„Błękit” to powieść, która idealnie wpisuje się w kanon kryminału; misternie utkana intryga, śledztwo pełne tajemnic, fenomenalnie wykreowane postaci, których portrety są idealnym odzwierciedleniem nastolatków z lat 90. Autorka stworzyła niesamowicie klimatyczną powieść; jej duszna i pełna mroku atmosfera doskonale oddziałuje na wyobraźnię, a relacje bohaterów oraz ich codzienne problemy zarówno w szkole, jak i w domu rodzinnym są tak realistyczne, że aż bolesne.
„Błękit” to książka, którą czytałam z ogromnym zaangażowaniem; dwa trudne śledztwa, dwie bolesne historie śledziłam z zapartym tchem. Autorka zręcznie mną manipulowała, podrzucała mylne tropy, wodziła za nos, a ja łączyłam kropki, składałam elementy układanki i próbowałam połączyć wszystko w całość oraz znaleźć winnego dokonanych zbrodni. Niestety, Małgorzata Oliwia Sobczak jest mistrzynią intryg, zawiłych śledztw i zaskakujących rozwiązań, i tym razem również nie zdołałam uprzedzić śledczych i rozwiązać zagadki. To, co zaserwowała mi na zakończenie autorka, kompletnie mnie zaskoczyło i emocjonalnie rozbiło.
Małgorzata Oliwia Sobczak ponownie stworzyła powieść, którą się nie tylko czyta, ale przede wszystkim przeżywa razem z bohaterami.„Błękit” to nie tylko kryminał, w którym postacie tropią mordercę; to także opowieść o żałobie, bolesnej stracie, młodzieńczej miłości oraz trudnym dzieciństwie. Autorka w sposób bardzo realistyczny ukazuje problemy społeczne; tak bardzo powszechny i wciąż aktualny problem przemocy domowej – autorka pokazuje, jak łatwo jest ukryć przed bliskimi to, co dzieje się za drzwiami naszego domu; strata dziecka i sposób radzenia sobie z żałobą – Sobczak nad zwyczaj realistycznie kreśli portrety ludzi, którzy zmagają się ze stratą oraz pokazuje, że mimo mijających lat ten ból nie mija, a towarzyszy nam nieustannie. Powiedzieć, że jestem pod wrażeniem „Błękitu”, to jakby nie powiedzieć nic. Jestem zachwycona tą pełną emocji, wzruszeń i nieustającego napięcia powieścią, która przeniosła mnie w czasie i przywołała wspomnienia z lat młodości. Ta historia na długo pozostanie w mojej pamięci.Polecam.
Moja ocena:
sobota, 22 listopada 2025
piątek, 7 listopada 2025
Nudne czyli kryzys Blogera
niedziela, 7 września 2025
Ogloszenie
środa, 13 sierpnia 2025
Rodzina
Rodzeństwo” Moa Herngren – powieść, która z każdą stroną wbijała mnie głębiej w refleksję o tym, jak bardzo można się rozmijać, nawet żyjąc tuż obok siebie. To historia o trójce dorosłego rodzeństwa, które spotyka się po śmierci ojca, by wspólnie świętować urodziny matki. Brzmi niewinnie, prawda? A jednak to właśnie wtedy wychodzą na wierzch wszystkie rodzinne pęknięcia, dawne żale i niezaleczone rany.
Andrea – perfekcyjna, zorganizowana, emocjonalnie rozdarta – od razu skradła moją uwagę. To ona spina wszystko klamrą: pogrzeb, rodzinne spotkanie, opiekę nad matką. Ale pod tą fasadą kryje się ktoś, kto nigdy nie miał szansy być po prostu sobą. Jej potrzeba kontroli to nie cecha charakteru, tylko mechanizm obronny. A kiedy w jednej ze scen dowiaduje się, że ukochany talerz z różyczkami – jedyny materialny ślad po dzieciństwie – został wyrzucony, coś we mnie pękło razem z nią.
Z kolei Ullis – impulsywna, pewna siebie, ale zarazem pogubiona – wydaje się być jej całkowitym przeciwieństwem. Relacja między siostrami to jeden wielki emocjonalny węzeł. Rywalizacja, potrzeba uwagi ojca, stare urazy, które nigdy nie zostały nazwane. A pośrodku tego wszystkiego Rasmus – cichy, wycofany, wiecznie na uboczu, jakby próbował przetrwać, nie rzucając się nikomu w oczy.
Podoba mi się, jak Herngren pokazuje, że każde z nich pamięta dzieciństwo inaczej. Że prawda w rodzinie nie jest jedna, tylko składa się z wielu subiektywnych wersji. I to właśnie te różnice – nie śmierć ojca – stają się osią konfliktu. Przedmioty, które powinny być pamiątkami, zmieniają się w źródła bólu. Łódź, talerz, stare gumowce – zamiast łączyć, tylko pogłębiają podziały.
Styl Herngren jest oszczędny, ale bardzo obrazowy. Czytając, miałam wrażenie, że uczestniczę w tej rodzinnej grze pozorów – siedzę przy stole, słucham rozmów, w których więcej jest niedopowiedzeń niż słów. Czułam ciężar tego wszystkiego: niewyrażonego żalu, przemilczanych emocji, potrzeby bliskości, której nikt nie potrafi wyrazić. Właśnie za to najbardziej cenię tę książkę – za intymność. Nie znajdziesz tu wielkich dramatów czy sensacyjnych zwrotów akcji. Ale jeśli jesteś wrażliwa na relacje, emocje, gesty i to, co dzieje się między słowami – „Rodzeństwo” Cię poruszy.
Czy było idealnie? Nie. Momentami brakowało mi głębszego wejścia w psychikę bohaterów. Czasem czułam, że autorka tylko lekko dotyka pewnych emocji, zamiast je eksplorować. A mimo to… ta historia we mnie została. Bo nie musiała krzyczeć, żeby zostawić ślad.
Jeśli lubisz książki, które przypominają Ci, że relacje rodzinne są skomplikowane i kruche, a wspólna przeszłość nie zawsze jest kotwicą – „Rodzeństwo” to powieść dla Ciebie. Mnie zmusiła do przyjrzenia się temu, co sama noszę w sobie – wspomnieniom, które może wcale nie są tak obiektywne, jak mi się wydawało.
piątek, 25 kwietnia 2025
Joanna
A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Któż z nas nie miał nigdy takich myśli? By na jakiś czas oddalić się od zgiełku, hałasu, problemów. By choć na chwilę odpocząć od rutyny, nieustannej pogoni, a może wręcz przeciwnie, marazmu i stagnacji. Jakie powody miała Joanna, aby przeprowadzić się na górską pustelnię? Czego mogło jej brakować, za czym tak dramatycznie tęskniła, by desperacko zamieszkać w ruinie? Wreszcie, jak zakończył się ten nowy, jakże piękny i zarazem straszny rozdział? W życiu nie ma dzieła przypadku i komisarz Nina Warwiłow powinna o tym wiedzieć. O przypadku powinna również pamiętać Joanna Pascho, dermatolog ciesząca się dobrą opinią wśród pacjentów. Jednak, los lubi płatać figle, a cena ze realizację marzeń bywa imponująco wysoka. „Roztopy” Jędrzeja Pasierskiego to coś więcej niż powieść kryminalna. To historia rodów, ludzi, których tragiczne losy pokrzyżowały plany i marzenia na zawsze. To opowieść o miłości, przeważnie trudnej, bolesnej, niespełnionej. Miłości małżeńskiej, rodzicielskiej. Samotności, poczuciu alienacji. Także o przyjaźni, potrzebie bycia wśród ludzi i dla ludzi. Cóż więc wydarzyło się w Bukowcach? Dlaczego tamtejsza społeczność jest na swój sposób wyjątkowa? Autor zabiera czytelników nie tylko na wyprawę w nieznane, do Gorlic, czy w stronę Przełęczy Warnickiej. Zabiera nas nieco głębiej, w świat ludzkich zawirowań, pragnień, słabości. Dzięki wyjątkowej, barwnej kreacji bohaterów poznajemy zarówno problemy z którymi muszą się zmierzyć jak i sposoby na walkę o siebie samych. Wbrew pozorom to nie jest zwyczajny kryminał, skoro pojawiło się hasło „Jebać Grybów”. A skoro niezwyczajny to i proszę mi wierzyć, dzieją się tam cuda. Pomimo niewielkiej ilości zgonów, momentami robi się naprawdę duszno i ciężko. Rośnie tempo akcji, z każdym następnym rozdziałem czyta się coraz przyjemniej, szybciej, a sprawy zaczynają wyglądać inaczej niż pierwotnie można by oceniać. Zdecydowanie na plus interesujące rysy głównych bohaterów, zwłaszcza funkcjonariuszy policji. Mają w sobie coś tajemniczego, magicznego, elektryzującego no i w dodatku mogą o wiele więcej niż „zwykły” obywatel. Czy mimo takich atutów uda im się rozwikłać zagadkę nagłego zaginięcia Joanny? Czy zwłoki, na które natrafią cokolwiek powiedzą śledczym? Zaskakujące zakończenie, nietypowy początek i pikantny środek. Taka właśnie jest książka Pasierskiego. Zdecydowanie godna polecenia, zwłaszcza jeśli do tej pory nie podjęliście decyzji o wyjeździe do Bukowców. Beskid Niski jest piękny, ale to nie oznacza, że nie dzieją się tam makabryczne sprawy. Przeciwnie, gliniarze mają pełne ręce roboty. Czy jednak wiedza i doświadczenie śledczych wystarczą, aby odkryć prawdę? A może prawda już wyszła na jaw, po „Roztopach”? Polecam, szczególnie miłośnikom wielowątkowych powieści kryminalnych, poszukujących przede wszystkim historii na dłużej zapadających w pamięć, tym samym wyjątkowych.
