sobota, 7 marca 2026

Moja książka

 

Padał gęsty śnieg. Zrobiło się późno. Dzieci już od dawna spały, Nagle rozległ się dzwonek. W progu stała nieznajoma wysoka blondynka. Natalia Wysocka przedstawiła się Czy możemy porozmawiać?  

Pan doktor jest w szpitalu w Warszawie. I nic nie wie o mojej wizycie. Od dłuższego czasu spotykamy się. nie jest to przelotny romans. 

Rozumiem pani sytuacje i przykro mi że dzieci ucierpią, Sama mam męża. On nie przyjmuje do wiadomości, że chce rozwodu. Ale to już postanowione. 

Szok sprawił, że odebrało mi mowę. Postanowiłam nie dać nic po sobie poznać. Zrobiłam na kolację penne z karczochami.

Partner przez telefon zapewniał mnie że to tylko przemęczenie. I jutro będzie w domu.  Musieli w szpitalu karmić marnie bo na talerzu nie został ani okruszek. 


Nagle przypomniałam sobie kolacje z okazji przeprowadzki do nowego domu. Od rana była mowa o specjalnym prezencie dla mnie. Niespodziankę odkryłam na koniec wieczoru. Byl to piękny czerwony samochód tylko dla mnie. W schowku znalazłam damskie kosmetyki. Tydzień później  na parkingu szpitala znajomy zawołał za mną Natalia. W domu okazało się że Rafał  prezent kupił od niej Zapomniałam o sprawie. Jednak  spytałam męża o krążące plotki. Zaniemówił Ona tutaj była?  Okazało sie ze flirtowała z nim od dawna  Mama twierdziła że to normalne Pracują razem a niestety jest atrakcyjny , inteligentny i bogaty. Podobno do niczego między nimi nie doszło Ale nie wierzyłam On od lat miał kochanki powiedział mi o tym teść  Tolerowałam to bo ja tez miałam swoje tajemnice.


  

Wokół domu znajduje się mały ogródek. Kilka drzew owocowych oraz rabata z kwiatami i huśtawka.
W środku jest kilka pokoi. W pierwszym z nich mieszkam ja. Jest mały, ale przytulny. Pomalowany na biało, a w środku znajdują się drewniane meble i spora biblioteczka. Kolejnym pomieszczeniem jest kuchnia, w której meble wykonane są z drewna.

Na parapecie  w doniczkach  hoduje zioła, Suszą się także łańcuchy leśnych grzybów. . Na tarasie stoi kilka niewielkich lampionów, które zapalamy  w lecie. Na ścianach wiszą rodzinne zdjęcia I pamiątki z wakacji.


Dzień był słoneczny ale rześki. Chmury nad doliną. Rozpłynęły się w amalgamacie błękitu i złotych  rozbłysków. którymi płonęło niebo. 

W blednacym świetle dnia jezioro wyglądało jak  morze płynnego złota.


Mialy  być chorwackie wakacje. Ale on pojechał na Mazury jak zwykle sam. Musiał odpocząć Zostałam w pustym domu Dzieci od dawna były dorosłe Zakończyło się wyjazdowe zamieszanie. W sklepie spotkałam mila kobiete. Moja czytelniczke. Jej mąż lekarz doskonale znał mojego. Nad jeziorem spotkał Rafała z nasza córka. Słabość mojego męża do kobiet trwała od lat Nauczyłam się to akceptować. Dzieci a zwłaszcza Zosia uwielbiały ojca. 

Mama zawsze powtarzała że stworzył mnie i dzieciom doskonale warunki W zamian wymagal tylko żeby się uczyły. Nigdy nie przyjęła do wiadomości faktu że mnie zdradzał i okłamywał. Nawet jeśli uległ   pielęgniarce na nocnym dyżurze kochał Nas

 Zima ciemne popołudnia i długie wieczory. Niestety nie da się tego ominąć.   

Szary dzień początek listopada . Zmiana pogody przyszła nagle Niebo pokryły ołowiane chmury Z nieba mżył drobny deszcz. 

Była dopiero druga po południu. A za oknem ciemno prawie noc



Myślałam czasem o Hubercie Ale dla niego to był tylko przelotny romans. Nigdy potem go nie spotkałam

.Jednak wszystko mija Zima też minąć musi.


Postanowiłam odwiedzić Leśna Stajnie Konny pensjonat  na Mazurach. Czytelnik polecił mi to miejsce. Bardzo chciał mnie poznać. Postanowiłam zrobić coś dla siebie.  Przy  okazji zdobędę materiał do promocji wydawnictwa.


Kupiłem stuletni dom na Dolnym śląsku.Po poprzednich wlascicicielach pozostał drewniany ogromny stół i bardzo brzydki pies. Kiedy w 2006 odziedziczyłem pensjonat na Mazurach Nie znalem się kompletnie na agroturystyce. Miałem inny plan na życie. W jednej chwili brat nie żył. Ja wylądowałem na wózku. A Małgosia zniknęła.  Wieś leży u podnóża Karkonoszy Widoki cudowne Teren do jazdy konnej wymarzony. Biały dom stajnia duże podwórko. Do tego pełno roślinek malwy , ostróżki orliki jaśmin i bez.



chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach Urlop spędzałem w domu.  Dni dłużyły się okropnie .  Ale niespodziewanie okazało się że jednak wyjadę.

Dostałem tajemniczy list z programu Zaginieni. Dziewczyna zdradziła tylko swoje imię Zuzanna. Spotkajmy się pod Kasztanami w Lublinie. Zgodziłem się.sam nie wiem dlaczego. Na miejscu przeżyłem szok przede man stała Małgosia. Przyszła niedoszła żona.

Kiedy poznała o 20 lat starszego Vincenta moja mama załamała ręce. Facet z przeszłością za to z pieniędzmi. Na pewno jego była żona zatruje ci życie, A on zostawi z niczym. Bo nie chciałaś się uczyć. Ma dzieci w twoim wieku będziesz jego zabawką. Wbrew czarnym wizjom mamy mój szwagier uwielbiał swoje słoneczko Nie doczekali się dzieci Ale byli szczęśliwi.

Miśka przyjechała Ale nie była sobą. Płakała i  dużo czasu spędzała w łazience. Myślałam ze to przejściowe. Rozstanie dobrze zrobi . Obojgu  Którejś nocy słyszałam jak wymiotuje. Ale ona nadal milczała jak zaklęta. Dla mnie stało się oczywiste była w ciąży. Jak się okazało los szykował niespodzianki. 

Pewnej nocy oświadczyła Opowiem ci wszystko bo komuś muszę. 

 

Wiele lat staramy się o dziecko bez skutku. Byłam przygnębiona chciałam mieć rodzinę.Tamtego dnia wszystko szło nie tak Pojawi się Karol syn Vincenta 

Był przystojny i roztaczał wokół wiele uroku osobistego.

W miejscu pracy spędzał znacznie więcej czasu niż wymagał od niego szef.



Zaproponował kieliszek wina. Nie wiem jak do tego doszło Ale wylądowaliśmy  w łóżku. A teraz okazalo sie ze będę mama. To jedyna pozytywna rzecz w tej sytuacji. Zamilkłam na dobre byłam w szoku. Czy szwagier wie? Tak nie potrafię go oszukiwać zna mnie za dobrze.Uciklam tutaj nie mogę spojrzeć mu w oczy. 

Staramy się odnaleźć w nowej sytuacji. szukamy mieszkania Niedługo wyjedziemy do  Niemiec ja czułam że młody nie ma dobrych intencji.

Jedyne co mogłam zrobić to wesprzeć Misie. Została chodziła na badania do Rafała. Mimo naszych nieporozumień jest dobrym lekarzem. Okazalo sie ze bede podwójna ciotka. Dobrze że miałam wprawę w temacie. Ojciec dzieci miał zakończyć swoje sprawy. Mnie zostało dbać o zdrowie maluchów.

Postanowiłam zrobić coś dla siebie. Przyszła mama i jej chłopak chcieli być sami. Postanowiłam jechać do Krakowa. Na razie tkwiłam w kuchni. Królik miał być gwiazda wieczoru.

 Nagle rozległ się dzwonek do drzwi w progu stal Vincent Byłam bardziej niż zaskoczona. Po jego minie poznałam ze stało się coś złego. Karol nie żyje odezwał się Zginął w wypadku dziś rano. Przykro mi że to ja muszę przekazać ci taka wiadomość. Znalazłem w biurku list do Ciebie. Przyjechałem żeby przekazać Ci wiadomość. Dbaj o siebie  

. W ten sposób dowiedziałam się kim jest ojciec dzieci.

Byłam zaskoczona ale stało się Mała od dawna była dorosła to ich życie. Mama zdobyła się tylko na dwa słowa jak mogłaś. Zapomniała że do  tanga trzeba dwojga. Nasze relacje zawsze  były trudne. Ona wszystko wie najlepiej i koniec Rozstawia po katach nawet własnego męża. Nauczyłam się po wielu latach że, nie muszę spełnić jej oczekiwań. Zajęło to trochę  czasu ale warto było.

Podwiozłam Miśkę na wizytę kontrolna Trwała długo Przyszła matka była zapłakana. Moje dziecko umarło we mnie. Jak to się mogło stać


A moje życie ostatnio już miało zwolnić Dzieci  odeszły  Byłam z nich dumna Jasiek nie był przekonany do medycyny Ale na pewno znajdzie swoje miejsce 

Ja dojrzewałam  do decyzji o rozwodzie Z Rafałem niewiele mnie łączyło 

Końcówka lata była chłodna i deszczowa. 

Choroba asystenta pokrzyżowała moje plany.Ale nie można tego odkładać. Oby szybko wrócił do zdrowia Nasz projekt ruszy od stycznia. Ale życie nauczyło mnie nie planować za dużo. Postanowiłam napisać nowa powieść. Tym razem erotyczną. 

Nie mogę dogadać się z własną rodziną Kornelia nadal w Hiszpaniii, Jasiek coś ukrywa. Tylko Zosia wzorowa jak  zwykle .Postanowiłam zrobić  na obiad indyka i przegadać przy okazji ważne sprawy. Młody   przyjechał ale odzywał się tylko półsłówkami.

Przy deserze okazało się dlaczego. Zrezygnował z medycyny. Od pół roku.  chodził do szkoły gastronomicznej. Dla Rafała to był szok. Nie wiedział co powiedzieć Wszystkie jego marzenia  się rozwiały.




To był cholernie kiepski tydzień. Właściwie miałam za sobą kilka kiepskich tygodni. Zebrało mi się na podsumowania, więc najpierw zerwałam układ z Adrianem… Taaa, układ. Związkiem nie dało się tego nazwać, mimo że trwało przez kilkanaście miesięcy i owocowało dość częstym wzywaniem siły wyższej. Fakt, Adam w łóżku, ale poza nim nie miał nic do zaoferowania. Tatko wygadywał mi to średnio raz dziennie. Serio. Kiedyś wysłał takiego SMS-a: „Adrian nie ma nic do zaoferowania”. Cholera. Jak zawsze miał rację.


Zerwałam więc układ i zostałam sama. A ja serio, serio źle znoszę samotność. Zdarzyły się nawet ze dwie, trzy takie chwile, gdy sięgałam po telefon, żeby napisać do byłego. To przez niego miałam szczególnie kiepski tydzień. Pokłóciliśmy się ostro o to, dokąd zmierza moje beznadziejne życie. Chyba mu się wydawało, że idę w ślady matki. Dobra, na pewno tym się tatko zamartwiał. No i zrobił mi wykład, a że ja byłam właśnie na etapie kiepskiego znoszenia samotności, wyszło z tego jakieś małe piekiełko. To było w czwartek, więc w piątek miałam tak podły nastrój, że w ogóle nie chciałam iść na grilla. No, ale Roberto powinien tam być… Spojrzał na mnie zdziwiony a ja od razu położyłam palec na ustach.


Na te ostatnie dni starego roku postanowiłam się wylogować Zostawić wszystko na chwilę Nie tracić czasu na ludzi którzy nie są tego warci. Nadszedł czas zrobić coś tylko dla siebie.

Zrozumiałam  że nic się nie zmieni. Jeśli będę tylko o tym myślała zwariuję. Dzieci są dla mnie najważniejsze. Ale są już dorosłe mają własne życie.  Nie potrafię już żyć w kłamstwie

Odchodzę od Rafała . Niespodziewanie z pomocą przyszła babcia.

czwartek, 26 lutego 2026

Rytułał Chmielarz

 

Choć w teorii Mortka przyjeżdża w Karkonosze tylko na urlop – on, jego ukochana i góry – to jak się pewnie domyślacie, spokój trwa krótko. Podczas jednej z wycieczek para natrafia na ciało, a żeby było ciekawiej owe ciało… znika. I właśnie od tego momentu zaczyna się historia, która nie pozwala złapać tchu. Bo „Rytuał” to nie tylko klasyczne śledztwo, ale kryminał głęboko osadzony w lokalnym kontekście: z opowieściami o satanistycznych kultach, nazistowskich skarbach, Bestii z Izer i dusznej, mrocznej atmosferze karkonoskich wiosek, które same w sobie stają się bohaterami tej powieści.

Od razu muszę napisać – jeśli cenicie literaturę, która nie traktuje czytelnika jak naiwnego turystę, to tu znajdziecie coś dla siebie. Chmielarz nie prowadzi nas za rękę. Nie tłumaczy. Nie rozgrzesza. Buduje wielowarstwową narrację, której centrum stanowi nie tylko Mortka, ale i aspirantka Maria Szulej oraz cała galeria złożonych postaci z miejscowej społeczności. Ich historie, pełne bólu, frustracji, niespełnionych marzeń i sekretów, tworzą tło, które działa jak soczewka skupiająca wszystkie demony polskiej prowincji.

Jako czytelniczka, która zna wcześniejsze tomy z Mortką, czułam się w tej książce jak u siebie – ale jeśli dopiero zaczynacie przygodę z tym bohaterem, nie musicie się martwić. „Rytuał” to zamknięta historia, którą można czytać niezależnie, bez znajomości poprzednich części. Co więcej, mam wrażenie, że to właśnie ten tom pokazuje, jak dojrzale Chmielarz rozwija swoje uniwersum. Jego styl jest coraz bardziej świadomy, bardziej filmowy, ale i oszczędny tam, gdzie trzeba – bez nadmiernej ekspozycji, bez banalnych dialogów.

Fabuła? Dobrze przemyślana, pełna twistów (których się spodziewałam, ale w żadnym momencie nie odgadłam) i gęstniejącego napięcia. Narracyjnie – majstersztyk. Każdy trop prowadzi do kolejnego, a kiedy już wydaje się, że wiemy, o co chodzi – Chmielarz robi zwrot i pokazuje, że prawda jest jeszcze głębiej zakopana. Niektóre rozwiązania mogą wydawać się delikatnie naciągane, a zakończenie – odrobinę zbyt „ugrzecznione” w porównaniu do ciężaru całej historii, ale nie zmienia to faktu, że „Rytuał” to kryminał najwyższej próby.

Szczególne brawa należą się autorowi za sposób, w jaki oddaje ducha miejsca. Karkonosze są tu nie tylko tłem, ale żywą, niemal mistyczną przestrzenią, w której rzeczywistość miesza się z legendą. Mamy wrażenie, że coś niepokojącego czai się za każdym zakrętem leśnej ścieżki – i ten klimat zostaje z nami długo po odłożeniu książki.

To nie jest lektura na jedno popołudnie – nie ze względu na długość, ale z powodu intensywności. Emocjonalnej, psychologicznej, narracyjnej. Ja sama potrzebowałam przerwy, żeby złapać oddech – a potem wracałam, bo musiałam wiedzieć, co dalej. Bo Chmielarz nie pisze kryminałów, które się czyta. On pisze takie, które się przeżywa.


środa, 11 lutego 2026

Zmiany

 „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” – to popularne powiedzenie autorstwa niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego pojawi się w książce kilka razy. Czy jest słuszne? Autorka „Wolty” dowodzi, że nie zawsze. Owszem czasem mamy do czynienia z czymś takim jak wzrost potraumatyczny, kiedy pokonanie kryzysów prowadzi do rozwoju i daje poczucie siły. Czasem jednak kryzysy są tak trudne do pokonania, a problemy zbyt ciężkie do udźwignięcia, że pojawia się trauma lub depresja, z którą trudno sobie poradzić. Kryzys jednego wzmocni, drugiego osłabi. Nie każdy z niego wyjdzie.

Nowa książka uznanej reportażystki i dziennikarki Joanny Gierak-Onoszko „Wolta. Opowieść o kobietach w zmianie” to historia sześciu kobiet zmagających się z życiem. Ich problemy są uniwersalne, mogą dotknąć każdego z nas. Autorka w bardzo czuły i uważny sposób przedstawia nam sylwetki Natalii, Doroty, Korneli, Oli, Kasi i Agaty. W większości to znane osoby, przytoczone w książce z imienia i nazwiska (tylko jedna jest anonimowa). Można sobie w internecie sprawdzić ich historie, wyszukać zdjęcia, zajrzeć na social media. O jakich problemach i zmianach w życiu (woltach) opowiadają? O narodzinach i wychowywaniu chorego dziecka, o zmaganiu się z nowotworem, o przeprowadzkach, o radykalnej zmianie zawodu, o menopauzie, o rozpadzie związku. Każda z takich sytuacji powoduje wielką zmianę w życiu i może prowadzić do kryzysu. Jak się nie dać? Bohaterki reportażu opowiadają, jak sobie poradziły. Ich wypowiedzi autorka zestawiła z opiniami psycholożek, lekarek, socjolożek. Wszystkie zaproszone do rozmowy ekspertki to kobiety.

Oceniłam „Woltę” wysoko . Dlaczego? Bo to ciekawy, bardzo emocjonalny reportaż będący jednocześnie optymistycznym, pełnym nadziei poradnikiem. Autorka i jej rozmówczynie dowodzą, że po kryzysie i radykalnej zmianie też da się żyć. Czasem trzeba swoje życie odbudować, a czasem zbudować na nowo, akceptując rzeczywistość. W książce będzie o filozofii stoickiej i o egzystencjalizmie. Będzie o startowaniu w triathlonie i o macierzyństwie. Znajdziecie tu też cenne spostrzeżenia na temat wychowywania dziewczynek i mierzenia się ze śmiercią. Przeczytacie też o tym, jak trudne jest hodowanie alpak i jak ciekawa i zdrowa jest dieta makrobiotyczna.

Co mnie urzekło? Bezpośredniość. Szczerość. Otwartość. Bohaterki reportażu odważnie zwierzają się ze swoich problemów. Odkrywają przed nami swoje myśli i emocje. Choć nie znałam wcześniej żadnej z nich, czytając, poczułam siostrzaną bliskość. Wiele zawartych tu myśli i spostrzeżeń, także tych wypowiadanych przez ekspertki, to także moje myśli. W doświadczeniach Natalii, Kasi, Oli, Agaty odnajduję siebie. Jak radzić sobie w kryzysie? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Każdy człowiek ma swoją opowieść i swoje sposoby i zasoby, które warto wypracowywać od najmłodszych lat. I tu dygresja. Autorka zwraca uwagę na współczesne wychowywanie dzieci. Rodzice bardzo o nie dbają, usuwają im z drogi każdą trudność, często, zanim ona się jeszcze pojawi. To jest bardzo złe. Nie uczymy w ten sposób dzieci radzenia sobie w kryzysie. Gdy dziecko się potknie, zmierzy z jakąś trudnością i sobie poradzi, nauczy się, że potrafi. Zdobywa w ten sposób moc i zaufanie do siebie samego.

Kryzysy są w życiu nieuniknione. Życie to ciągła zmiana. Nie zawsze możemy się na wszystko przygotować, ale gdy trudne chwile się pojawią, możemy tak jak bohaterki tego reportażu, szukać ratunku. Książka pokazuje sylwetki silnych, odważnych, twórczych i aktywnych kobiet. Też możemy takie być! W kryzysie potrzebujemy nadziei i przykładu innych. Ta książka może to wszystko dać.

piątek, 12 grudnia 2025

Kolory zła

 


Dziewiętnastoletnia studentka medycyny, Nele Sobą, po porannym treningu biegowym nie wraca do domu. Zrozpaczeni rodzice zgłaszają jej zaginięcie na policję. Następnego dnia, w godzinach porannych, ciało nastolatki zostaje znalezione w Lasach Oliwskich.
Sprawę prowadzi prokurator Leopold Bilski. Nela była spokojną i lubianą przez rówieśników dziewczyną, nie miała wrogów. Jedynym tropem jest tabliczka pozostawiona na miejscu zbrodni, na której ktoś napisał: „Zmarła śmiercią męczeńską”. W toku śledztwa wychodzi na jaw, że wiele lat temu miała miejsce podobna zbrodnia, a jej sprawca nigdy nie został schwytany. Leopold Bilski, wraz z psychologiem sądowym Marcinem Chrobołą oraz palinolożką Janiną Hinc, stają przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Czy uda im się rozwiązać zagadkę śmierci nastolatki?

„Błękit” autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak to jedna z tych powieści, przy której już po przeczytaniu pierwszych stron wiesz, że nie odłożysz jej, dopóki nie poznasz zakończenia. Wciągająca, emocjonalnie angażująca, zatrważająca i poruszająca najczulsze struny ludzkiej duszy.
Małgorzata Oliwia Sobczak na kartach swojej najnowszej powieści kreśli historie przepełnione bólem, który przeszywa do szpiku, oraz tajemnicami, które nie dają spokoju. Autorka snuje swoją opowieść w dwóch przestrzeniach czasowych, zręcznie lawirując pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, z rozmachem kreśląc obraz lat 90.; czytając książkę, nie sposób nie przenieść się myślami do czasów, w których w Polsce zaczynał dominować hip-hop, a niemal na każdym kroku widać było początki street artu.
„Błękit” to powieść, która idealnie wpisuje się w kanon kryminału; misternie utkana intryga, śledztwo pełne tajemnic, fenomenalnie wykreowane postaci, których portrety są idealnym odzwierciedleniem nastolatków z lat 90. Autorka stworzyła niesamowicie klimatyczną powieść; jej duszna i pełna mroku atmosfera doskonale oddziałuje na wyobraźnię, a relacje bohaterów oraz ich codzienne problemy zarówno w szkole, jak i w domu rodzinnym są tak realistyczne, że aż bolesne.
„Błękit” to książka, którą czytałam z ogromnym zaangażowaniem; dwa trudne śledztwa, dwie bolesne historie śledziłam z zapartym tchem. Autorka zręcznie mną manipulowała, podrzucała mylne tropy, wodziła za nos, a ja łączyłam kropki, składałam elementy układanki i próbowałam połączyć wszystko w całość oraz znaleźć winnego dokonanych zbrodni. Niestety, Małgorzata Oliwia Sobczak jest mistrzynią intryg, zawiłych śledztw i zaskakujących rozwiązań, i tym razem również nie zdołałam uprzedzić śledczych i rozwiązać zagadki. To, co zaserwowała mi na zakończenie autorka, kompletnie mnie zaskoczyło i emocjonalnie rozbiło.
Małgorzata Oliwia Sobczak ponownie stworzyła powieść, którą się nie tylko czyta, ale przede wszystkim przeżywa razem z bohaterami.„Błękit” to nie tylko kryminał, w którym postacie tropią mordercę; to także opowieść o żałobie, bolesnej stracie, młodzieńczej miłości oraz trudnym dzieciństwie. Autorka w sposób bardzo realistyczny ukazuje problemy społeczne; tak bardzo powszechny i wciąż aktualny problem przemocy domowej – autorka pokazuje, jak łatwo jest ukryć przed bliskimi to, co dzieje się za drzwiami naszego domu; strata dziecka i sposób radzenia sobie z żałobą – Sobczak nad zwyczaj realistycznie kreśli portrety ludzi, którzy zmagają się ze stratą oraz pokazuje, że mimo mijających lat ten ból nie mija, a towarzyszy nam nieustannie. Powiedzieć, że jestem pod wrażeniem „Błękitu”, to jakby nie powiedzieć nic. Jestem zachwycona tą pełną emocji, wzruszeń i nieustającego napięcia powieścią, która przeniosła mnie w czasie i przywołała wspomnienia z lat młodości. Ta historia na długo pozostanie w mojej pamięci.Polecam.

Moja ocena:

piątek, 7 listopada 2025

Nudne czyli kryzys Blogera

 

Weronika Mathia w swojej książce "Rój" tworzy duszną i pełną napięcia atmosferę, która od pierwszych stron wciąga w spiralę tajemnic. Już samo miejsce wokół którego kręci się akcja – stara kamienica – daje poczucie klaustrofobii, a zarazem izolacji, które doskonale współgrają z niepokojem przenikającym fabułę. Zabójstwo Kamili Witz i zagadkowe zniknięcie jej sąsiadów stanowią zaledwie początek tego, co okaże się złożoną siecią intryg.

Mathia splata losy pozornie przypadkowych bohaterów, jak emerytowany policjant Zygmunt Ostrowski czy pszczelarka Natalia Biel. Każda z postaci wnosi coś unikalnego do historii, ale ich losy okazują się ściśle ze sobą powiązane. Pszczoły, choć wydają się elementem pobocznym, stają się metaforą dla napięcia i nieuniknionych konsekwencji działań bohaterów. Tytułowy "Rój" sugeruje również pewną dynamikę grupową i zależności, które Mathia zgrabnie buduje w relacjach między postaciami.

Mocną stroną książki jest jej wielowymiarowość – choć mamy tu klasyczny kryminał z tajemnicą do rozwiązania, autorka porusza także temat odpowiedzialności za przeszłość i winy, które wracają jak bumerang. Wątek Marka Gronowicza i jego córki Łucji to przejmujący obraz radzenia sobie z żałobą, który daje tej opowieści emocjonalną głębię.

Mathia unika sztampowych rozwiązań fabularnych. Zamiast prostych odpowiedzi, dostajemy złożone motywacje bohaterów, a ich decyzje niosą ze sobą nieodwracalne konsekwencje. Wydarzenia wymykają się spod kontroli, co potęguje poczucie zagrożenia i niepewności, a intryga, w której zostają uwikłani bohaterowie, często ich przerasta.

"Rój" to historia o winie i karze, o zemście i sprawiedliwości, która przychodzi czasem z opóźnieniem, ale zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. To książka, która nie tylko dostarcza emocji, ale także zmusza do refleksji nad tym, jakie konsekwencje mogą nieść za sobą nasze wybory i jak bardzo mogą nas one przerosnąć. Weronika Mathia stworzyła powieść, która zaskakuje, trzyma w napięciu i zmusza do myślenia – idealna lektura dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko standardowej zagadki kryminalne
 
 

niedziela, 7 września 2025

Ogloszenie

 

Witam. 
Jestem uczestnikiem projektu Kompleksowa Aktywizacja Osób Niepełnosprawnych na rynku pracy, który jest realizowany przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji. I poszukuję pracodawcy, który zechce mnie przyjąć na trzymiesięczny staż z realną możliwością zatrudnienia po jego odbyciu.
Pokrótce zaprezentuję swoje umiejętności: jestem osobą, która nie tylko szybko się uczy, ale też szybko nawiązuje kontakty. Posiadam łatwość w tworzeniu tekstów czego dowodem, jest mój autorski blog , który cieszy się  popularnością wśród internatów. 
Najchętniej podejmę staż na stanowisku, asystent redaktora. Pracowalam w gazecie lokalnej.  Znam jezyk angielski 
 
 Więcej moich umiejętności znajdą Państwo w moim CV, które zainteresowanym prześlę w wiadomości prywatnej.
Zainteresowanych współpracą zapraszam do kontaktu pozdrawiam