Choć w teorii Mortka przyjeżdża w Karkonosze tylko na urlop – on,
jego ukochana i góry – to jak się pewnie domyślacie, spokój trwa krótko.
Podczas jednej z wycieczek para natrafia na ciało, a żeby było
ciekawiej owe ciało… znika. I właśnie od tego momentu zaczyna się
historia, która nie pozwala złapać tchu. Bo „Rytuał” to nie tylko
klasyczne śledztwo, ale kryminał głęboko osadzony w lokalnym kontekście:
z opowieściami o satanistycznych kultach, nazistowskich skarbach,
Bestii z Izer i dusznej, mrocznej atmosferze karkonoskich wiosek, które
same w sobie stają się bohaterami tej powieści.
Od
razu muszę napisać – jeśli cenicie literaturę, która nie traktuje
czytelnika jak naiwnego turystę, to tu znajdziecie coś dla siebie.
Chmielarz nie prowadzi nas za rękę. Nie tłumaczy. Nie rozgrzesza. Buduje
wielowarstwową narrację, której centrum stanowi nie tylko Mortka, ale i
aspirantka Maria Szulej oraz cała galeria złożonych postaci z
miejscowej społeczności. Ich historie, pełne bólu, frustracji,
niespełnionych marzeń i sekretów, tworzą tło, które działa jak soczewka
skupiająca wszystkie demony polskiej prowincji.
Jako
czytelniczka, która zna wcześniejsze tomy z Mortką, czułam się w tej
książce jak u siebie – ale jeśli dopiero zaczynacie przygodę z tym
bohaterem, nie musicie się martwić. „Rytuał” to zamknięta historia,
którą można czytać niezależnie, bez znajomości poprzednich części. Co
więcej, mam wrażenie, że to właśnie ten tom pokazuje, jak dojrzale
Chmielarz rozwija swoje uniwersum. Jego styl jest coraz bardziej
świadomy, bardziej filmowy, ale i oszczędny tam, gdzie trzeba – bez
nadmiernej ekspozycji, bez banalnych dialogów.
Fabuła?
Dobrze przemyślana, pełna twistów (których się spodziewałam, ale w
żadnym momencie nie odgadłam) i gęstniejącego napięcia. Narracyjnie –
majstersztyk. Każdy trop prowadzi do kolejnego, a kiedy już wydaje się,
że wiemy, o co chodzi – Chmielarz robi zwrot i pokazuje, że prawda jest
jeszcze głębiej zakopana. Niektóre rozwiązania mogą wydawać się
delikatnie naciągane, a zakończenie – odrobinę zbyt „ugrzecznione” w
porównaniu do ciężaru całej historii, ale nie zmienia to faktu, że
„Rytuał” to kryminał najwyższej próby.
Szczególne
brawa należą się autorowi za sposób, w jaki oddaje ducha miejsca.
Karkonosze są tu nie tylko tłem, ale żywą, niemal mistyczną
przestrzenią, w której rzeczywistość miesza się z legendą. Mamy
wrażenie, że coś niepokojącego czai się za każdym zakrętem leśnej
ścieżki – i ten klimat zostaje z nami długo po odłożeniu książki.
To
nie jest lektura na jedno popołudnie – nie ze względu na długość, ale z
powodu intensywności. Emocjonalnej, psychologicznej, narracyjnej. Ja
sama potrzebowałam przerwy, żeby złapać oddech – a potem wracałam, bo
musiałam wiedzieć, co dalej. Bo Chmielarz nie pisze kryminałów, które
się czyta. On pisze takie, które się przeżywa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz