czwartek, 26 lutego 2026

Rytułał Chmielarz

 

Choć w teorii Mortka przyjeżdża w Karkonosze tylko na urlop – on, jego ukochana i góry – to jak się pewnie domyślacie, spokój trwa krótko. Podczas jednej z wycieczek para natrafia na ciało, a żeby było ciekawiej owe ciało… znika. I właśnie od tego momentu zaczyna się historia, która nie pozwala złapać tchu. Bo „Rytuał” to nie tylko klasyczne śledztwo, ale kryminał głęboko osadzony w lokalnym kontekście: z opowieściami o satanistycznych kultach, nazistowskich skarbach, Bestii z Izer i dusznej, mrocznej atmosferze karkonoskich wiosek, które same w sobie stają się bohaterami tej powieści.

Od razu muszę napisać – jeśli cenicie literaturę, która nie traktuje czytelnika jak naiwnego turystę, to tu znajdziecie coś dla siebie. Chmielarz nie prowadzi nas za rękę. Nie tłumaczy. Nie rozgrzesza. Buduje wielowarstwową narrację, której centrum stanowi nie tylko Mortka, ale i aspirantka Maria Szulej oraz cała galeria złożonych postaci z miejscowej społeczności. Ich historie, pełne bólu, frustracji, niespełnionych marzeń i sekretów, tworzą tło, które działa jak soczewka skupiająca wszystkie demony polskiej prowincji.

Jako czytelniczka, która zna wcześniejsze tomy z Mortką, czułam się w tej książce jak u siebie – ale jeśli dopiero zaczynacie przygodę z tym bohaterem, nie musicie się martwić. „Rytuał” to zamknięta historia, którą można czytać niezależnie, bez znajomości poprzednich części. Co więcej, mam wrażenie, że to właśnie ten tom pokazuje, jak dojrzale Chmielarz rozwija swoje uniwersum. Jego styl jest coraz bardziej świadomy, bardziej filmowy, ale i oszczędny tam, gdzie trzeba – bez nadmiernej ekspozycji, bez banalnych dialogów.

Fabuła? Dobrze przemyślana, pełna twistów (których się spodziewałam, ale w żadnym momencie nie odgadłam) i gęstniejącego napięcia. Narracyjnie – majstersztyk. Każdy trop prowadzi do kolejnego, a kiedy już wydaje się, że wiemy, o co chodzi – Chmielarz robi zwrot i pokazuje, że prawda jest jeszcze głębiej zakopana. Niektóre rozwiązania mogą wydawać się delikatnie naciągane, a zakończenie – odrobinę zbyt „ugrzecznione” w porównaniu do ciężaru całej historii, ale nie zmienia to faktu, że „Rytuał” to kryminał najwyższej próby.

Szczególne brawa należą się autorowi za sposób, w jaki oddaje ducha miejsca. Karkonosze są tu nie tylko tłem, ale żywą, niemal mistyczną przestrzenią, w której rzeczywistość miesza się z legendą. Mamy wrażenie, że coś niepokojącego czai się za każdym zakrętem leśnej ścieżki – i ten klimat zostaje z nami długo po odłożeniu książki.

To nie jest lektura na jedno popołudnie – nie ze względu na długość, ale z powodu intensywności. Emocjonalnej, psychologicznej, narracyjnej. Ja sama potrzebowałam przerwy, żeby złapać oddech – a potem wracałam, bo musiałam wiedzieć, co dalej. Bo Chmielarz nie pisze kryminałów, które się czyta. On pisze takie, które się przeżywa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz