piątek, 21 stycznia 2022

Ksiazki na zime

  Morze spało pod lodem, a głęboko w ziemi, między korzeniami, wszystkie małe stworzonka śniły o wiośnie. Ale do wiosny było dość daleko, bowiem Nowy Rok minął dopiero co

Petra Soukupová „Najlepiej dla wszystkich”,

M „Najlepiej dla wszystkich” czyta się bowiem znakomicie, choć to chwilami bardzo mocna powieść o toksycznych relacjach rodzinnych. To historia Victora, którego matka wywozi na wieś do babci, bo sobie z nim po prostu nie radzi. Zresztą dostała właśnie rolę w serialu, to jej szansa, a rozrabiający dziesięciolatek jest za dużym obciążeniem. Victor jedzie więc na wieś, do pogrążonej w żałobie po mężu babci, która nie rozumie, po co mu ten cały internet i dlaczego nie może po prostu iść na dwór. Matka walczy z wyrzutami sumienia i obawą, że straci syna, babka pragnie wkupić się w łaski wnusia, ale nie na tyle, żeby zrezygnować ze swoich zasad, a Victor musi szybko dorosnąć. Zarwałam dla tej książki noc i choć zakończenie mnie nieco rozczarowało, uważam, że całość broni się całkiem nieźle.

Tana French „Wiedźmie drzewo”

Bardzo lubię książki Tany French, ni to kryminały, nie to powieści psychologiczne. Zapewniają rozrywkę na dobrym poziomie, napisane są ładnym językiem, a ich akcja często toczy się w bardzo klimatycznych miejscach typu stare domostwa i ciemne lasy. Miłośnicy kryminałów mogą być rozczarowani, ponieważ intryga gra tu drugorzędną rolę. „Wiedźmie drzewo” nie jest najlepszą książką tej autorki, ale myślę, że trzyma poziom. Mamy tu popełnioną przed laty zbrodnię, irytującego bohatera i sporo grzebania we wspomnieniach. Całość wciąga, choć przyznam, że mało już pamiętam, a od lektury minęło dopiero kilka tygodni. Jako rozrywka na długi, zimowy wieczór powinna się ta książka jednak doskonale sprawdzić.

Iain Banks „Ulica Czarnych Ptaków”,

Coś dla osób, które nie przepadają za nowościami i wolą buszować po allegro niż po bonito. „Ulica Czarnych Ptaków” to szkocka saga rodzinna, którą otwiera całkiem mocne zdanie: „Był to dzień, w którym wybuchła moja babcia”. Potem jest tylko lepiej. Mamy ekscentryczną rodzinę, fascynującego głównego bohatera, który jest zarazem totalnie niewiarygodnym narratorem i pokaźną dawkę sarkazmu. Wsiąka się w tę książkę po uszy.

Einar Kárason „Sztormowe ptaki”, tłum.

Trochę ponad 100 stron, ale ile emocji! Grupa islandzkich rybaków wypływa w daleki rejs. Chcą złowić karmazyna, wiedzą, że łatwo nie będzie, ale piękna pogoda usypia ich czujność. Do czasu. Żywioł uderza w nich ze wszystkich stron i będą musieli stoczyć walkę na śmierć i życie. Kárason pisze niesamowicie plastycznie, a Jacek Godek pięknie to przełożył na polski. „Sztormowe ptaki” to lektura na jeden wieczór, ale będzie to wieczór dobrze spędzony.



 

piątek, 7 stycznia 2022

Apel 2026



❤️ Jedno małe 1,5%. Dla mnie może znaczyć naprawdę wiele.

Mam na imię Katarzyna. Od urodzenia choruję na dziecięce porażenie mózgowe. Poruszam się na wózku i potrzebuję pomocy drugiej osoby w codziennym życiu oraz podczas wyjść z domu.

Ale nie chcę, żeby moja niepełnosprawność decydowała o tym, jak mam żyć.
Mam marzenia, plany i rzeczy, które wciąż chcę robić. Jestem prawnikiem, ukończyłam również studia podyplomowe z rachunkowości i finansów. Kocham czytać, podróżować, poznawać nowe miejsca i pomagać innym.

Chcę być bardziej samodzielna. ❤️

W tym roku nie dostałam się do programu „Asystent osobisty osoby z niepełnosprawnością”. Dlatego chciałabym zatrudnić asystenta, który pomoże mi wychodzić z domu, załatwiać codzienne sprawy i po prostu żyć bardziej niezależnie.

Potrzebuję również stałej rehabilitacji i fizjoterapii, aby jak najdłużej zachować sprawność. Dzięki Waszej pomocy mogłam w tym roku pojechać na dwa turnusy rehabilitacyjne i korzystać z fizjoterapii w domu.

Mam też swoje małe i wielkie marzenia.
🐎 Chciałabym wrócić do jazdy konnej.
🇫🇷 Chciałabym zobaczyć Paryż.
❤️ Chciałabym móc częściej samodzielnie wychodzić z domu.

Dlatego proszę — jeśli możesz, przekaż mi swoje 1,5% podatku.

To dla Ciebie tylko kilka cyfr wpisanych w PIT.
Dla mnie to rehabilitacja, pomoc asystenta, większa samodzielność i krok w stronę spełniania marzeń.

❤️ Jak możesz mi pomóc?

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 437/G Katarzyna Grzęda 1,5%

Możesz również wesprzeć mnie darowizną:

Nr konta: 89-8944-0003-0000-2088-2000-0010
Tytuł wpłaty: 437/G Katarzyna Grzęda darowizna

🙏 Jeśli nie możesz przekazać 1,5%, bardzo proszę — udostępnij mój apel.

Może właśnie dzięki Tobie dotrze on do osoby, która zdecyduje się mi pomóc.

Dziękuję za każdą złotówkę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. ❤️

Katarzyna


piątek, 3 grudnia 2021

Kolory zla

Prokurator Leopold Bilski po wcześniejszej sprawie Skalpela zostaje przeniesiony z Sopotu do prokuratury w Kartuzach. Niestety nie najlepiej radzi sobie on z tą degradacją i wyżywa się po trochu na swoich współpracownikach.
Tymczasem Anna Górska właśnie świetnie zdała egzaminy prokuratorskie i rozpoczyna w tym zawodzie pracę. Pierwszą poważną sprawą, którą musi się zająć jest zaginięcie trzynastoletniej dziewczynki, a jeden z tropów prowadzi do Kartuz. Pech chce, że to właśnie tam znika kolejne dziecko!

Podobało mi się umiejscowienie akcji powieści na Kaszubach. Sprawiło to, że z chęcią sama bym tam pojechała. Malownicze miasteczko ma swoje uroki oraz niesamowite oblicza, które przyciągają nas tam. W powieści znajdziemy pełno tajemnic ukrytych przez mieszkańców, różnego rodzaju wierzeń czy rytuałów – takie typowe dla małych miasteczek. Także można powiedzieć, że autorka odwaliła tu kawał naprawdę dobrej roboty.

Fabuła powieści jest mroczna, brutalna i szokująca. Powiązania porwań z Kościołem dają czytelnikowi do myślenia oraz naprowadzają po trochu na tematy pedofilii, o których niestety nikt w takich małych miasteczkach nie chce mówić. Ani w nie wierzyć.

Wątki, które tu mamy są bardzo dobrze przemyślane, ułożone i zawierające niesamowitą intrygę oraz dopracowane. Sprawia to, że naprawdę ciężko się od tej powieści oderwać.


Czerń” Małgorzaty Sobczak to powieść intrygująca, angażująca czytelnika w całości, zawierająca historię pełną napięcia. Powieść nie jest nudna, jej fabuła co prawda jest bardziej skomplikowana od poprzedniej ale sprawia to tylko, że czytelnik musi trochę pomyśleć nad jej rozwiązaniem.


Czerń

M Sobczak


 

środa, 10 listopada 2021

Z archiwum Bloga

Chyba zacznę od tego, co mi się w tej powieści nie spodobało. „Dżentelmen w Moskwie” to bardzo ambitny projekt, który nieco się rozpada, gdy autor, nie-Rosjanin, pisze o Rosji, tworząc jej wykładnię i analizując rozwój w trakcie trzech ważnych dekad – od rewolucji socjalistycznej międzywojnia przez stalinowski terror po rządy Chruszczowa. Nie twierdzę, że tkankę swojego państwa, tak delikatną i tak skomplikowaną, najlepiej potrafią opisać tylko ci, którzy piszą o Rosji jako jej obywatele i odwołują się do tradycji wielkich powieści XIX stulecia. Uważam jednak, że opowiadanie o tym, w jaki sposób Rosja usiłuje wyrazić się na nowo i usankcjonować zmiany tak boleśnie dotykające obywateli, domaga się pewnej wnikliwości i skoro już we wspomnianej tradycji – a objętość i struktura powieści Towlesa świadczą o tym, że związek jest – chce się ten kraj opowiadać, nie można traktować pewnych tematów powierzchownie. Autor każe nam skupiać się na losach rezolutnego arystokraty, który od początku do końca w swym anachronizmie i dystyngowaniu wzbudza czułość, bo jest po prostu prawym człowiekiem. Widzimy jednak wyraźnie, że Amor Towles chce wejść głębiej i nie do końca mu to wychodzi. Do wnętrza hotelu Metropol, z którego praktycznie nie rusza się hrabia Aleksander Iljicz Rostow, docierają zarówno bolszewicka propaganda, jak i ślady prześladowań oraz innych aktów autodestrukcji w imieniu rozwoju – o tej kwestii zresztą rozmawiają bohaterowie powieści, za mało i w sposób dość oględny. Rosja jest za drzwiami hotelowymi, ale iskrzy i ewoluuje w tym, co przynoszą do Metropolu jego goście, przyjaciele hrabiego. Towles chce z jednej strony zbudować panoramiczną powieść o ideologii, czynie i godności ludzkiej, ale z drugiej – tworzy przede wszystkim ujmującą oraz rzeczywiście chwytającą za serce opowieść o arystokracie z kręgosłupem moralnym, którego zabrakło jego otoczeniu.

Nie twierdzę, że to zła powieść. Ujmuje frazą, lekko się przez nią przedostajemy – coraz głębiej, gdzie jest też coraz bardziej mrocznie. Bo choć ujmują nietuzinkowe poczucie humoru autora i sposób, w jaki odziera z dramatyzmu to, co miałoby przejmować i wywoływać smutek, wciąż jednak od początku do końca jest to rzecz o wyjątkowo paskudnych sprawach – ludzkich oraz tych związanych z tworzeniem nowego państwa. Narzucaniem tego, co należy mówić, myśleć, jak żyć i w czyim imieniu podejmować jakiekolwiek działalności. W tyglu przemian Rostow – człowiek, który jest Rosjaninem z krwi i kości, a w pewnym momencie bezboleśnie odkleja się od rosyjskości. Obserwuje i słucha, ale nie bierze wiele do siebie. Ma wypracowany sposób zasadnych reakcji na zło tego świata, a w otaczających go ludziach chce odnaleźć tylko to, co najlepsze. Czasem jednak musi mieć cierpliwość – jak do kelnera dyletanta, z którego losami sprzęga się czytelna alegoria tego, kto osiąga w Rosji pozycję i szacunek oraz jak bardzo jest to iluzoryczne.

Amor Towles portretuje zderzenie bolszewizmu z indywidualnością. Nowych norm i oczekiwań z archaicznymi formami nakreślania treści i sensu życia. Hrabia Rostow ma wieść życie w hotelu Metropol, bo naraził się władzy pewnym wierszem (którego historia zaskoczy przy lekturze), a w związku z tym jest istotą niewygodną. Zbędną z punktu widzenia świata, który ma zostać stworzony po pierwszej wojnie światowej. Świata równości wszystkich obywateli, w którym arystokratyczne maniery i posiadanie są już czymś, z czego należy albo drwić, albo to odbierać. Tymczasem Towles pokazuje, w jaki sposób można pozostać poczciwym i uczciwym człowiekiem w czasach, które każdemu naginają jego kręgosłup moralny. Hrabia otacza się ludźmi, którym często daleko jest do niego ideologicznie, ale którzy dostrzegają tę szarmanckość, poczucie własnej wartości i jednoczesną uprzejmość. Towar deficytowy w czasach walki o kolektyw, które to czasy kolektyw przede wszystkim zastraszają.

Mamy więc barwną opowieść o indywidualiście, który każdemu się kłania i z każdym chce żyć w zgodzie. Są także ciekawe postacie drugiego planu. Pewna aktorka, którą los zwiąże z hrabią nie tylko po to, by dzielili namiętność. Przyjaciel z młodości, najciekawsza chyba postać powieści, który najpierw uwierzy w idee, a potem zostanie przez nie pożarty. Mindicza poznajemy w momencie, w którym pełen entuzjazmu przyjeżdża zorganizować spotkanie poetów proletariackich i mocno wierzy w to, że Achmatowa czy Mandelsztam dołączą do tego grona. Potem widzimy, w jaki sposób system doświadcza Mindicza, którego związki z literaturą najsubtelniej ukazują ogrom hipokryzji oraz złowieszczą atmosferę zagrożenia wolności słowa – to wszystko prowadzi do smutnego finału. Rostow nie podda się temu smutkowi. Sprawi się dobrze w roli kelnera, kochanka, także ojca pozostawionej pod jego opieką dziewczynki. Wyjdzie z twarzą z każdej trudnej sytuacji. Jednocześnie wciąż tkwić będzie uwięziony w Metropolu i w czasach, z których się nie wydobył – mentalnie i emocjonalnie. Czyta „Próby” Montaigne’a, potrafi patriotycznie bronić zasług Rosji przed Niemcem, zaprzyjaźnia się z Amerykaninem i umie z lekkością oraz wyjątkową pogodą ducha przechodzić przez kolejne etapy drapieżnych zmian rosyjskich. Tych, które pochłaniają ludzkie istnienia, ale którym nie jest dany dostęp do świadomości hrabiego Rostowa.

W gruncie rzeczy to bardzo ciekawa książka, dość odważna i zmuszająca do różnego rodzaju przemyśleń. Panoramiczna opowieść o ludzkich niepokojach oraz problemie jednostki dającej się łatwo wmanewrować w narzucony pogląd o kształcie przyszłości. W lekko przesłodzonej konwencji, która jest jak najbardziej zamierzona – albo zamierzona we fragmentach. Tak naprawdę to opowieść o ludziach poszukujących przestrzeni, w której wyrażą się naprawdę. I wolności wewnętrznej, która jest w Rosji towarem deficytowym, a może też przywilejem danym nielicznym. Rostowowi na pewno. Towles skutecznie przykuje uwagę i pozwoli na odbycie podróży do czasu, w którym nikt nie chciałby się chyba znaleźć. Każdy chciałby mieć za przyjaciela tytułowego dżentelmena. Bo warto być przyzwoitym nawet wówczas, gdy trzeba niekiedy dopasować się do czasu i miejsca, które nie znają pojęcia przyzwoitości. Hrabia jest takim trochę rosyjskim Robinsonem, który w każdej trudnej sytuacji jest w stanie odnaleźć pozytywy i przekonać do tego innych. Wchodzi w bliskie relacje z ludźmi, którzy prawdopodobnie nie stworzyli podobnych z nikim innym. Zachwyca i inspiruje. To nie jest jednak powieść jednej postaci. Niezbyt dosadnie zarysowani bohaterowie drugiego planu chwilami grają u Towlesa pierwsze skrzypce, ale zawsze, nazbyt często, skryci są w blasku Rostowa. Co może być zaletą, ale także wadą tej książki.


Z pewnością wartej bliższego poznania.


 

niedziela, 31 października 2021

Czytadelko

 

Stary dom w okolicach Torquay, z połową nieużywanych pokoi, w których krążą jeśli nie duchy to przynajmniej wspomnienia zmarłego wuja i historii, która jest owiana tajemnicą. Do domu ciotki Hortence po latach nieobecności przyjeżdża młoda Madeleine Hyde (nazwisko znaczące), aby ochłonąć po wydarzeniach, które nadszarpnęły jej nerwy. Oczywiście miejsce, które wybrała, w żaden sposób nie nadaje się na taki odpoczynek. Po pierwsze: stare domiszcze nie bez powodu jest nazywane Wzgórzem Mgieł, bowiem natychmiast po przyjeździe Madeleine dom zaczyna tonąć w mgle tak gęstej, że nie sposób zrobić kroku. Po drugie: z miejscem tym wiąże się nieudana miłość i przykre wspomnienia z dawnych lat.

Gdy towarzystwo zamieszkujące okolicę zjeżdża się na wspólne wywoływanie duchów (całkiem udana scena), dochodzi do tragedii. Podczas seansu umiera medium. Jednak jego śmierć, pomimo oczywistej przesłanki, jaką jest zerwanie przez jednego z uczestników seansu kręgu, nie wydaje się tak zrozumiała. Otóż medium, czyli pani Flora, chorowała, zażywała leki, a stan ciała wskazuje na to, że mogła zażyć coś więcej niż tylko leki.

Rozpoczyna się śledztwo rodem z kryminałów Agaty Christie, które dosyć szybko zostaje przytłumione przez wątek romansowy.

Mamy w Damie z wahadełkiem znane elementy tworzenia nastroju, do których należy tajemnicza śmierć, ponure okoliczności zdarzenia, niemożność opuszczenia miejsca zbrodni, rosnąca nieufność wobec wszystkich zgromadzonych, a także kolejne tajemnice, które mają wpływ na teraźniejszość. Rozwijająca się akcja pozwala śledzić losy bohaterów i próbować odkryć, kto zabił (jeśli zabił) panią Florę. Narratorce udaje się do ostatniej chwili utrzymać nastrój grozy i tajemniczości, aby w ostatnich scenach mocno zaskoczyć rozwiązaniem zagadki.

Mnie się czytało dobrze w długi wieczór.


sobota, 16 października 2021

Serial

Jedna z dzielnic Kopenhagi. Na małym placu zabaw policja odkrywa zwłoki kobiety z odrąbaną dłonią. Morderca nad nimi powiesił kasztanowego ludzika. O kobiecie wiadomo niewiele - tyle że wychowywała ośmioletniego syna wraz z partnerem. W momencie makabrycznego odkrycia mężczyzna przebywał w delegacji.

Do wyjaśnienia sprawy zostają wyznaczeni kopenhascy policjanci z Komendy Głównej Policji. Wśród nich jest Naia Thulin, policjantka, która marzy tylko o tym, by przenieść się do pracy wydziale przeznaczonym do walki z cyberprzestępczością w całej Europie. Jeszcze tylko pozostanie jej wyjaśnić makabryczne zdarzenie. Ma ją wspomagać niejaki Hess, policjant, który na pewien czas został zawieszony w pracy w Europolu. Wyjątkowo nie jest zadowolony z tego, że trafił do Kopenhagi. Początkowo para śledczych nie przepada za sobą, ale w miarę rozwoju akcji ich sympatie się zmieniaja



Tymczasem śledztwo się rozkręca w stronę nieprawdopodobnej historii. Okazuje się, że na kasztanowym ludziku odkryto odcisk palca Kristine, córki minister spraw społecznych Rosy Hartung. Tymczasem 12-letnia Kristine przepadła rok wcześniej bez wieści i uznana została za martwą. Co prawda nigdy nie odnaleziono jej ciała, ale skazano człowieka, który przyznał się do zbrodni. Matka Kristine właśnie wraca, po rocznej przerwie, do pracy. Ani ona, ani jej mąż nie mogą sobie poradzić z traumą po zniknięciu córki. 

Wkrótce w Kopenhadze dochodzi do kolejnego morderstwa. Znów zostają odkryte okaleczone zwłoki młodej kobiety, a obok nich ręcznie wykonany kasztanowy ludzik. I ponownie na kasztanach odkryto odcisk palca Kristine. Policja już wie, że ma do czynienia z psychopatą. Nie ma natomiast punktu zaczepienia, nie wie, w którą stronę poprowadzić śledztwo. Czy ofiar będzie więcej? Czy uda się schwytać mordercę? I czy wyjaśniona zostanie sprawa zaginięcia Kristine? 





 

czwartek, 7 października 2021

Dzialam mimo problemow

 Wczoraj był Dzień Porażenia  Mózgowego. Ten rok jest przełomowy w moim życiu.

- pisze ksiązke

- znalazłam Asystenta 

Mogę częściej wychodzić z domu  

-   odnowiłam kontakt ze znajomymi

Spotkałam się nawet z Bartkiem pozdrawiam Cie Draniu serdecznie.

A rozwijać się mogę Dzieki Wam i rehabilitacji

Specjalne podziekowania dla Bartka za pomysł z Blogiem