środa, 10 listopada 2021

Z archiwum Bloga

Chyba zacznę od tego, co mi się w tej powieści nie spodobało. „Dżentelmen w Moskwie” to bardzo ambitny projekt, który nieco się rozpada, gdy autor, nie-Rosjanin, pisze o Rosji, tworząc jej wykładnię i analizując rozwój w trakcie trzech ważnych dekad – od rewolucji socjalistycznej międzywojnia przez stalinowski terror po rządy Chruszczowa. Nie twierdzę, że tkankę swojego państwa, tak delikatną i tak skomplikowaną, najlepiej potrafią opisać tylko ci, którzy piszą o Rosji jako jej obywatele i odwołują się do tradycji wielkich powieści XIX stulecia. Uważam jednak, że opowiadanie o tym, w jaki sposób Rosja usiłuje wyrazić się na nowo i usankcjonować zmiany tak boleśnie dotykające obywateli, domaga się pewnej wnikliwości i skoro już we wspomnianej tradycji – a objętość i struktura powieści Towlesa świadczą o tym, że związek jest – chce się ten kraj opowiadać, nie można traktować pewnych tematów powierzchownie. Autor każe nam skupiać się na losach rezolutnego arystokraty, który od początku do końca w swym anachronizmie i dystyngowaniu wzbudza czułość, bo jest po prostu prawym człowiekiem. Widzimy jednak wyraźnie, że Amor Towles chce wejść głębiej i nie do końca mu to wychodzi. Do wnętrza hotelu Metropol, z którego praktycznie nie rusza się hrabia Aleksander Iljicz Rostow, docierają zarówno bolszewicka propaganda, jak i ślady prześladowań oraz innych aktów autodestrukcji w imieniu rozwoju – o tej kwestii zresztą rozmawiają bohaterowie powieści, za mało i w sposób dość oględny. Rosja jest za drzwiami hotelowymi, ale iskrzy i ewoluuje w tym, co przynoszą do Metropolu jego goście, przyjaciele hrabiego. Towles chce z jednej strony zbudować panoramiczną powieść o ideologii, czynie i godności ludzkiej, ale z drugiej – tworzy przede wszystkim ujmującą oraz rzeczywiście chwytającą za serce opowieść o arystokracie z kręgosłupem moralnym, którego zabrakło jego otoczeniu.

Nie twierdzę, że to zła powieść. Ujmuje frazą, lekko się przez nią przedostajemy – coraz głębiej, gdzie jest też coraz bardziej mrocznie. Bo choć ujmują nietuzinkowe poczucie humoru autora i sposób, w jaki odziera z dramatyzmu to, co miałoby przejmować i wywoływać smutek, wciąż jednak od początku do końca jest to rzecz o wyjątkowo paskudnych sprawach – ludzkich oraz tych związanych z tworzeniem nowego państwa. Narzucaniem tego, co należy mówić, myśleć, jak żyć i w czyim imieniu podejmować jakiekolwiek działalności. W tyglu przemian Rostow – człowiek, który jest Rosjaninem z krwi i kości, a w pewnym momencie bezboleśnie odkleja się od rosyjskości. Obserwuje i słucha, ale nie bierze wiele do siebie. Ma wypracowany sposób zasadnych reakcji na zło tego świata, a w otaczających go ludziach chce odnaleźć tylko to, co najlepsze. Czasem jednak musi mieć cierpliwość – jak do kelnera dyletanta, z którego losami sprzęga się czytelna alegoria tego, kto osiąga w Rosji pozycję i szacunek oraz jak bardzo jest to iluzoryczne.

Amor Towles portretuje zderzenie bolszewizmu z indywidualnością. Nowych norm i oczekiwań z archaicznymi formami nakreślania treści i sensu życia. Hrabia Rostow ma wieść życie w hotelu Metropol, bo naraził się władzy pewnym wierszem (którego historia zaskoczy przy lekturze), a w związku z tym jest istotą niewygodną. Zbędną z punktu widzenia świata, który ma zostać stworzony po pierwszej wojnie światowej. Świata równości wszystkich obywateli, w którym arystokratyczne maniery i posiadanie są już czymś, z czego należy albo drwić, albo to odbierać. Tymczasem Towles pokazuje, w jaki sposób można pozostać poczciwym i uczciwym człowiekiem w czasach, które każdemu naginają jego kręgosłup moralny. Hrabia otacza się ludźmi, którym często daleko jest do niego ideologicznie, ale którzy dostrzegają tę szarmanckość, poczucie własnej wartości i jednoczesną uprzejmość. Towar deficytowy w czasach walki o kolektyw, które to czasy kolektyw przede wszystkim zastraszają.

Mamy więc barwną opowieść o indywidualiście, który każdemu się kłania i z każdym chce żyć w zgodzie. Są także ciekawe postacie drugiego planu. Pewna aktorka, którą los zwiąże z hrabią nie tylko po to, by dzielili namiętność. Przyjaciel z młodości, najciekawsza chyba postać powieści, który najpierw uwierzy w idee, a potem zostanie przez nie pożarty. Mindicza poznajemy w momencie, w którym pełen entuzjazmu przyjeżdża zorganizować spotkanie poetów proletariackich i mocno wierzy w to, że Achmatowa czy Mandelsztam dołączą do tego grona. Potem widzimy, w jaki sposób system doświadcza Mindicza, którego związki z literaturą najsubtelniej ukazują ogrom hipokryzji oraz złowieszczą atmosferę zagrożenia wolności słowa – to wszystko prowadzi do smutnego finału. Rostow nie podda się temu smutkowi. Sprawi się dobrze w roli kelnera, kochanka, także ojca pozostawionej pod jego opieką dziewczynki. Wyjdzie z twarzą z każdej trudnej sytuacji. Jednocześnie wciąż tkwić będzie uwięziony w Metropolu i w czasach, z których się nie wydobył – mentalnie i emocjonalnie. Czyta „Próby” Montaigne’a, potrafi patriotycznie bronić zasług Rosji przed Niemcem, zaprzyjaźnia się z Amerykaninem i umie z lekkością oraz wyjątkową pogodą ducha przechodzić przez kolejne etapy drapieżnych zmian rosyjskich. Tych, które pochłaniają ludzkie istnienia, ale którym nie jest dany dostęp do świadomości hrabiego Rostowa.

W gruncie rzeczy to bardzo ciekawa książka, dość odważna i zmuszająca do różnego rodzaju przemyśleń. Panoramiczna opowieść o ludzkich niepokojach oraz problemie jednostki dającej się łatwo wmanewrować w narzucony pogląd o kształcie przyszłości. W lekko przesłodzonej konwencji, która jest jak najbardziej zamierzona – albo zamierzona we fragmentach. Tak naprawdę to opowieść o ludziach poszukujących przestrzeni, w której wyrażą się naprawdę. I wolności wewnętrznej, która jest w Rosji towarem deficytowym, a może też przywilejem danym nielicznym. Rostowowi na pewno. Towles skutecznie przykuje uwagę i pozwoli na odbycie podróży do czasu, w którym nikt nie chciałby się chyba znaleźć. Każdy chciałby mieć za przyjaciela tytułowego dżentelmena. Bo warto być przyzwoitym nawet wówczas, gdy trzeba niekiedy dopasować się do czasu i miejsca, które nie znają pojęcia przyzwoitości. Hrabia jest takim trochę rosyjskim Robinsonem, który w każdej trudnej sytuacji jest w stanie odnaleźć pozytywy i przekonać do tego innych. Wchodzi w bliskie relacje z ludźmi, którzy prawdopodobnie nie stworzyli podobnych z nikim innym. Zachwyca i inspiruje. To nie jest jednak powieść jednej postaci. Niezbyt dosadnie zarysowani bohaterowie drugiego planu chwilami grają u Towlesa pierwsze skrzypce, ale zawsze, nazbyt często, skryci są w blasku Rostowa. Co może być zaletą, ale także wadą tej książki.


Z pewnością wartej bliższego poznania.


 

niedziela, 31 października 2021

Czytadelko

 

Stary dom w okolicach Torquay, z połową nieużywanych pokoi, w których krążą jeśli nie duchy to przynajmniej wspomnienia zmarłego wuja i historii, która jest owiana tajemnicą. Do domu ciotki Hortence po latach nieobecności przyjeżdża młoda Madeleine Hyde (nazwisko znaczące), aby ochłonąć po wydarzeniach, które nadszarpnęły jej nerwy. Oczywiście miejsce, które wybrała, w żaden sposób nie nadaje się na taki odpoczynek. Po pierwsze: stare domiszcze nie bez powodu jest nazywane Wzgórzem Mgieł, bowiem natychmiast po przyjeździe Madeleine dom zaczyna tonąć w mgle tak gęstej, że nie sposób zrobić kroku. Po drugie: z miejscem tym wiąże się nieudana miłość i przykre wspomnienia z dawnych lat.

Gdy towarzystwo zamieszkujące okolicę zjeżdża się na wspólne wywoływanie duchów (całkiem udana scena), dochodzi do tragedii. Podczas seansu umiera medium. Jednak jego śmierć, pomimo oczywistej przesłanki, jaką jest zerwanie przez jednego z uczestników seansu kręgu, nie wydaje się tak zrozumiała. Otóż medium, czyli pani Flora, chorowała, zażywała leki, a stan ciała wskazuje na to, że mogła zażyć coś więcej niż tylko leki.

Rozpoczyna się śledztwo rodem z kryminałów Agaty Christie, które dosyć szybko zostaje przytłumione przez wątek romansowy.

Mamy w Damie z wahadełkiem znane elementy tworzenia nastroju, do których należy tajemnicza śmierć, ponure okoliczności zdarzenia, niemożność opuszczenia miejsca zbrodni, rosnąca nieufność wobec wszystkich zgromadzonych, a także kolejne tajemnice, które mają wpływ na teraźniejszość. Rozwijająca się akcja pozwala śledzić losy bohaterów i próbować odkryć, kto zabił (jeśli zabił) panią Florę. Narratorce udaje się do ostatniej chwili utrzymać nastrój grozy i tajemniczości, aby w ostatnich scenach mocno zaskoczyć rozwiązaniem zagadki.

Mnie się czytało dobrze w długi wieczór.


sobota, 16 października 2021

Serial

Jedna z dzielnic Kopenhagi. Na małym placu zabaw policja odkrywa zwłoki kobiety z odrąbaną dłonią. Morderca nad nimi powiesił kasztanowego ludzika. O kobiecie wiadomo niewiele - tyle że wychowywała ośmioletniego syna wraz z partnerem. W momencie makabrycznego odkrycia mężczyzna przebywał w delegacji.

Do wyjaśnienia sprawy zostają wyznaczeni kopenhascy policjanci z Komendy Głównej Policji. Wśród nich jest Naia Thulin, policjantka, która marzy tylko o tym, by przenieść się do pracy wydziale przeznaczonym do walki z cyberprzestępczością w całej Europie. Jeszcze tylko pozostanie jej wyjaśnić makabryczne zdarzenie. Ma ją wspomagać niejaki Hess, policjant, który na pewien czas został zawieszony w pracy w Europolu. Wyjątkowo nie jest zadowolony z tego, że trafił do Kopenhagi. Początkowo para śledczych nie przepada za sobą, ale w miarę rozwoju akcji ich sympatie się zmieniaja



Tymczasem śledztwo się rozkręca w stronę nieprawdopodobnej historii. Okazuje się, że na kasztanowym ludziku odkryto odcisk palca Kristine, córki minister spraw społecznych Rosy Hartung. Tymczasem 12-letnia Kristine przepadła rok wcześniej bez wieści i uznana została za martwą. Co prawda nigdy nie odnaleziono jej ciała, ale skazano człowieka, który przyznał się do zbrodni. Matka Kristine właśnie wraca, po rocznej przerwie, do pracy. Ani ona, ani jej mąż nie mogą sobie poradzić z traumą po zniknięciu córki. 

Wkrótce w Kopenhadze dochodzi do kolejnego morderstwa. Znów zostają odkryte okaleczone zwłoki młodej kobiety, a obok nich ręcznie wykonany kasztanowy ludzik. I ponownie na kasztanach odkryto odcisk palca Kristine. Policja już wie, że ma do czynienia z psychopatą. Nie ma natomiast punktu zaczepienia, nie wie, w którą stronę poprowadzić śledztwo. Czy ofiar będzie więcej? Czy uda się schwytać mordercę? I czy wyjaśniona zostanie sprawa zaginięcia Kristine? 





 

czwartek, 7 października 2021

Dzialam mimo problemow

 Wczoraj był Dzień Porażenia  Mózgowego. Ten rok jest przełomowy w moim życiu.

- pisze ksiązke

- znalazłam Asystenta 

Mogę częściej wychodzić z domu  

-   odnowiłam kontakt ze znajomymi

Spotkałam się nawet z Bartkiem pozdrawiam Cie Draniu serdecznie.

A rozwijać się mogę Dzieki Wam i rehabilitacji

Specjalne podziekowania dla Bartka za pomysł z Blogiem

   

sobota, 4 września 2021

SEKRET LISTU

Zaczynając czytać " nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, ponieważ nie miałam wcześniej styczności z twórczością Lucindy Riley. " znalazłam nie tylko mnóstwo intryg, tajemnic i zagadek. Ta powieść to również zetknięcie się z pięknym stylem autorki i doświadczenie ogromnej ciekawość tego, co przyniosą kolejne strony.

Joanna Haslam jest dziennikarką biorącą udział w pogrzebie wybitnego brytyjskiego aktora Jamesa Harrisona. W uroczystości bierze udział wiele znanych osobistości i kobieta liczy na to, że uda jej się napisać ciekawy artykuł, co poprawi jej pozycję w redakcji. Ceremonia przybiera jednak dla Joanny niespodziewany oraz niepożądany obrót. Pewna staruszka zwraca się do niej z prośbą o pomoc i w efekcie obydwie kobiety opuszczają nabożeństwo przed jego zakończeniem. Joanna traci szansę na zgromadzenie informacji niezbędnych do napisania artykułu, co jest powodem jej niezadowolenia. Kobieta jednak nie zdaje sobie sprawy, że przypadkowo nawiązana znajomość pozwoli jej odkryć skrywany przez lata sekret. Po kilku dniach Joanna otrzymuje list będący pierwszym puzzlem w skomplikowanej układance tajemnic pilnie strzeżonych przez brytyjską monarchię...
Powyższy opis jest tak naprawdę kroplą w morzu wydarzeń, które miały miejsce w tej książce. Chyba nigdy wcześniej nie miałam okazji przeczytać powieści skrywającej w sobie tak wiele ujawnianych stopniowo tajemnic i intryg. Dodatkowo niemal każdy rozdział kończył się w sposób wywierający jeszcze większą ciekawość i chęć natychmiastowego zapoznania się z dalszymi losami bohaterów. Starałam się wraz z główną bohaterką rozwiązać zagadkę tajemniczego listu. Nie zabrakło przy tym elementów zaskoczenia i niepodziewanych zwrotów akcji. "Sekret Listu" jest skomplikowaną i jednocześnie subtelną opowieścią o miłości, przyjaźni i poszukiwaniu siebie. Jeśli lubicie książki, w których akcja rozwija się stopniowo, a kolejne elementy układanki są przez autora dawkowane, to " na pewno się Wam spodoba.

 

sobota, 14 sierpnia 2021

Islandia

 

Jest rok 1686. Rosa mieszka w niewielkiej osadzie, a po śmierci ojca ona i matka popadają w kłopoty. Głodują, nie stać ich na zakup żywności, a bez pomocy mężczyzny nie są w stanie jej zdobyć. Kiedy więc w wiosce zjawia się zamożny mężczyzna, przywódca grupy zamieszkującej oddaloną o cztery dni drogi nadmorską wieś, i znienacka oświadcza się Rosie, dziewczyna go przyjmuje – wbrew obawom matki i podszeptom własnego serca. Musi pożegnać się z chłopcem, z którym łączy ją przyjaźń, a może nawet miłość, i poślubić niepokojąco pobożnego i chłodnego mężczyznę, ale dzięki temu jej matka będzie miała zapewniony byt. Jon, mąż Rosy, jest małomówny i skryty. Po dotarciu do nowego domu Rosa dowiaduje się, że nie wolno jej spotykać się z innymi mieszkańcami osady. Mimo to docierają do niej plotki o poprzedniej żonie Jona, która postradała zmysły i umarła z tajemniczych okolicznościach. Rosa doskonale radzi sobie z prowadzeniem gospodarstwa, ale samotność, burkliwość męża i nocne hałasy, o które nie może nikogo zapytać, sprawiają, że czuje się coraz bardziej osaczona i niespokojna.


Caroline Lea doskonale buduje atmosferę niepewności i zagrożenia. Bardzo, bardzo powoli odkrywa kolejne karty, tak niechętnie, jakby chciała nas otumanić tak samo, jak swoją bohaterkę. Gdzieś poza zasięgiem wzroku czekają mieszkańcy osady, zawieszeni między strachem a chęcią pomocy, między zawłaszczającym ich sumienia chrześcijaństwem, a wciąż żywymi przesądami i wierzeniami. Nie wiadomo, komu można zaufać, nie wiedzą tego zresztą nawet oni sami.


„Kobieta ze szkła” to doskonale napisana powieść historyczna, która nie tylko portretuje XVII-wieczną Islandię, ale też wprowadza nas w świat rządzony przez mężczyzn, w którym kobiety nie miały zbyt wiele siły sprawczej. Rosa, choć pozornie posłuszna i pogodzona z losem, okazuje się jednak równie silna jak mężczyźni, wśród których żyje. Jej relacja z mężem, który potrafi okazać jej przelotną czułość, ale jednak cały czas pozostaje zamkniętym w sobie nieznajomym, zmienia się i stopniowo rozwija. Są sobie obcy, ale nie do końca. Kiedy prawda o losie pierwszej żony Jona wyjdzie wreszcie na jaw, Rosa zostanie poddana ostatecznej próbie.


Świetna, mroczna i niepokojąca lektura, którą postawiłabym na półce obok „Skazanej” Hanny Kent, gdybym nie zdecydowała się na oszczędzanie miejsca na regałach i kupno ebooka.


Carolina Lea "Kobieta ze szkła"

Tłum. Łukasz Małecki

Wydawnictwo Literackie 2020



sobota, 31 lipca 2021

WIOSNA ZAGINIONYCH

 

Moje pierwsze spotkanie z Anna. Zdobywczynią Nagrody Wielkiego Kalibru.

Emerytowana policjantka Krystyna za nic nie pozwoli By ktoś mówił o niej starsza pani.

Mimo swoich 70 lat jest bystra. Samowystarczalna. Żywi się śmieciowo. Korzysta z internetu.

... Na życiu Krystyny cieniem położyło się zaginięcie jej brata przed przeszło pięćdziesięciu laty. 

W 1963 roku Roman i czwórka innych studentów wyruszyli na wyprawę w góry. Wróciło tylko jedno: Jacek. Krystyna nigdy się z tym do końca nie pogodziła, ale żyła normalnie – była zaangażowaną policjantką, założyła rodzinę

Po wielu  latach  spotyka Jacka w jednym z marketów. Najgorsze uczucia jakie do niego przez całe swoje życie żywiła powróciły. Zaczęła śledzić swojego dawnego kolegę, wobec którego miała złe zamiary. Obserwowała jego willę przez dłuższy czas, poznawała jego cykl dnia, aż w końcu uznała, że jest gotowa wyciągnąć z niego co się da i zabić. Zabić za wszystkie krzywdy jakie spotkały przez niego jej rodzinę. Jednak, gdy weszła do jego willi, okazało się, że ktoś ją ubiegł i wykonał za nią brudną robotę. Miejscowa policja będzie sprawować dochodzenie, Krystyna chcąc nie chcąc będzie im pomagać. Mimo, że jest główną podejrzaną, chce dowieść kto stoi za morderstwem jej dawnego przyjaciela. Krystyna stale myśli, że podejrzanym może być ten, który od 50 lat jest uznany za zaginionego

 Nie ma nigdzie brutalności zbytecznej jak dla mnie. Grozę da się zbudować bez nadmiaru krwi.

Przeczytałam dziesiątki książek I jestem pod wrażeniem 

Polecamy ja i W Chmielarz